- Wiecie jaki jest plan?- zapytał nas komisarz, na co skinęliśmy głowami- Tylko pamiętajcie, powoli i po ciuchu.
- Tak, pamiętamy- powiedziałem. Mężczyzna wręczył nam jedną krótkofalówkę i razem z Louisem ruszyliśmy w stronę budynku. Przed wejściem stali jacyś faceci.
- Kurwa, i co teraz?- zapytał zdenerwowany Lou.
~ Bez nerwów, na tyłach jest inne wejście, sprawdźcie je~ w małym urządzeniu rozległ się głos policjanta, a ja razem z Louisem, ruszyliśmy w kierunku podanym przez mężczyznę. Rzeczywiście, były tam drzwi. Dziwiło mnie jednak, że nikt ich nie pilnował
- Louis, ty zostajesz tutaj na czatach- poklepałem go po ramieniu i wręczyłem mu krótkofalówkę.
- No w tym momencie, sobie żartujesz- powiedział z dezaprobatą.
- Mówię całkiem serio.Mam broń, nic mi się nie stanie- posłałem mu ciepły uśmiech.
- Nie, nie zostawię cię- protestował.
- Zaufaj mi, dam sobie radę.
- Uważaj na siebie bracie- przytulił mnie. Kiedy odsunąłem się od niego, jego twarz wyrażała panikę i strach, uśmiechnąłem się ostatni raz i powoli otworzyłem, metalowe drzwi. Dzięki Bogu, zawiasy nie były zardzewiałe, dlatego nie wydały z siebie dźwięku. Znajdowałem się chyba w holu. Ściany były pokryte brązową farbą, a podłoga była wykonana z marmuru, na końcu były kolejne drzwi. Podszedłem i otworzyłem je jeszcze bardziej ostrożnie, niż za pierwszym razem. Była to kuchnia. Cholera, ten budynek z zewnątrz wygląda na jakiś opuszczony magazyn, a w wewnątrz wygląda jak dom. Nieźle sobie to wszystko zaplanował. Prychnąłem na samą myśl o Mike'u. Nagle usłyszałem czyjeś kroki, więc szybko schowałem się za kuchenną wysepką. Do pomieszczenia wszedł, wysoki, umięśniony facet, który popijał piwo, by po chwili usiąść przy stole. Niestety, kolejne drzwi znajdowały się tuż przy miejscu w którym siedziała moja "przeszkoda".
- Ty twoja warta, się jeszcze nie skończyła- do kuchni wszedł jeszcze jeden facet, ale tym razem starszy.
- No, weź. I tak nikt tu nie przyjdzie- zaśmiał się tamten.
- Mam to załatwić po mojemu?
- Okey, już idę- westchnął i wstał ze swojego miejsca. Najwyraźniej bał się starszego, pewnie miał powody. Ale nie chciałem w tedy o tym myśleć. Oboje mężczyzn wyszło, więc miałem wolną drogę. Ruszyłem po cichu do salonu. Kiedy miałem już się wyprostować, zauważyłem jeszcze innego kolesia. Kurwa ile ich tu jest?! skoczyłem za sofę. Wychyliłem głowę i ujrzałem mężczyznę około 30 lat, nachlanego w cztery dupy, który po chwili runą z hukiem na kanapę za którą kucałem. Po chwili usłyszałem głośne chrapanie. Uśmiechnąłem się. Jestem całkiem dobrym włamywaczem. Wstałem i spojrzałem z pogardą na śpiącego faceta. Prychnąłem i chcąc iść uderzyłem w mały stoliczek do kawy, wydając głośny dźwięk.
- Kurwa- przekląłem pod nosem.
- Kim ty do jasnej...- usłyszałem za sobą głos, szybko się odwróciłem i ujrzałem faceta, który przed chwilą smacznie chrapał na kanapie. Dobra jednak nie jestem dobrym włamywaczem.- Już po tobie- wyciągnął pistolet i wycelował we mnie, a po chwili rozległ się dźwięk strzału. Z przerażenia zamknąłem oczy, ale po chwili je otworzyłem. Dzięki temu, że mój przeciwnik był upity nie trafił we mnie lecz w wazon. Szybko się otrząsnąłem i rzuciłem na mężczyznę, zacząłem okładać go pięściami, aż stracił przytomność. Gdyby tylko jakieś fanki to widziały... Boże ogarnij się Harry. Usłyszałem czyjeś kroki. No tak odgłos strzału nie był cichy, a do pomieszczenia wszedł kolejny, umięśniony facet. Najpierw spojrzał na mnie, a następnie swój wzrok skierował na leżącego. Wyjął pistolet, ale nie zdążył nawet wycelować, ponieważ został postrzelony. Z roztargnieniem odwróciłem się w stronę komisarza i reszty ekipy. Louis na pewno ich zawiadomił.
- Ruszaj młody, będziemy cię osłaniać. Zaraz zrobi się tu prawdziwe piekło- wyjaśnił i miał rację. W pomieszczeniu zjawiła się cała grupka, uzbrojonych przeciwników- No już!- krzyknął i zaczęła się prawdziwa bitwa.
Wiktoria POV:
Siedzieliśmy tak w spokoju, nie rozmawialiśmy, do póki do pomieszczenia nie wparował jeden z pracowników Mike'a.
- Kurwa, Mike. Policja tu jest- mówił przerażony. Mike napiął mięśnie, a w mojej głowie pojawił się promień nadziei. Na samą myśl uśmiechnęłam się.
- Co?! Jak to kurwa policja?!- wrzasnął chłopak, wstając z kanapy.
- No nie wiem, ale jest z nimi jakiś chłopak- wyjaśnił. Otworzyłam szeroko oczy. Mogłam się założyć, że był to Harry, przyszedł mnie uratować. O Boże, mam nadzieje, że nic mu nie jest.
- Jak wygląda?- spytał go Mike.
- N-nie wiem, wiem tylko tyle, że ma loki.
- Tyle mi wystarczy- warknął- dołącz do reszty, niech czekają na mój rozkaz, czy mają się wycofać, ale jak na razie, mają robić to co teraz- rozkazał
- Tak jest- chłopak wyszedł a Mike zwrócił się do mnie.
- Twój królewicz, przyszedł cię uratować- uśmiechnął się- Zabawimy się- zaśmiał się i chwytając mnie za nadgarstki, wyprowadził z pokoju. Z oddali słyszałam odgłosy walki. Mike otworzył drzwi do piwnicy i zatrzymał się w progu- Bądź grzeczna, kotku- niespodziewanie zakrył mi usta taśmą klejącą. Co on ma zamiar zrobić? Chwycił mnie za ramię i sprowadził po schodach na dół. Po drodze wziął sznurek. Zatrzymaliśmy się przy jakichś rurach.- Kochanie, nie bierz sobie tego do serca- pocałował mnie w policzek i po chwili przywiązał moje nadgarstki do jednej z rur.- Tylko spokojnie- pogładził moje włosy- Zapewniam, że finał będzie zaskakujący- zaśmiał się, a ja obawiałam się najgorszego.
Harry's POV:
Cholera gdzie ona jest? Chodziłem po wszystkich pokojach, i nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Otworzyłem kolejne drzwi. To pomieszczenie różniło się od innych. Była to sypialnia z dużym łóżkiem, kanapą, telewizją i łazienką. Kiedy przyglądałem się pomieszczeniu, moją uwagę przykuła ułożona na komodzie, czarna sukienka. Szybko chwyciłem materiał w dłonie. Taką sukienkę miała Wiki, w tedy w klubie. Gdzie ten sukinsyn ją porwał. Wybiegłem z pokoju, przemierzałem korytarze, aż w końcu zauważyłem drzwi, bez zastanowienia otworzyłem je. Schody prowadzące w dół oznaczały, że to piwnica. Zbiegłem po nich i na końcu pomieszczenia ujrzałem moją piękną Wiktorię, przywiązaną do rury.
- Wiki- podbiegłem do niej i delikatnie oderwałem jej taśmę z ust.
- To pułapka!- krzyknęła a ja usłyszałem za sobą ten sam śmiech. Odwróciłem się szybko i zobaczyłem Mike'a z bronią w dłoni.
- Harry, Harry, Harry- uśmiechnął się- Zawsze taki, przewidywalny- usiadł na jednym schodku.
- Mike. Policja już tu jest. To koniec- powiedziałem.
- Masz rację Styles. To koniec- klasnął w dłonie.- Ponieważ dokończę to, co zacząłem kilka lat temu- chłopak wstał i patrzył na mnie z nienawiścią w oczach.- Zniszczę cię- wysyczał przez zęby.
- Mike, co ja ci takiego zrobiłem? - zapytałem
- Ty mi się jeszcze kurwa pytasz?!- wydarł się na mnie.- To ty, zawsze miałeś najlepiej. Dobre oceny, zabawki, rodzinę- wymachiwał bronią- Każda najlepsza dziewczyna lgnęła do ciebie jak ćma do światła!
- To było przed tym jak...- przerwał mi.
- Właśnie, zanim się ze mną zadałeś- przerwał- Chciałem ci pokazać, jak to jest czuć się niepotrzebnym i bezwartościowym- zaśmiał się.- Najlepszym sposobem było zrobienie z ciebie ćpuna- westchnął- I wtedy ja byłem tym dobrym i opiekuńczym chłopakiem z Holmes Chapel. - Uśmiechnął się. A do mnie dotarło, że teraz wszystko ma sens.- Ale niestety musiała pojawić się jakaś laska, która zniszczyła mój plan- znów zajął miejsce na schodach.
- Miała na imię Sasha- poprawiłem go.
- Ona, stanęła mi na drodze. Wiedziałem ile dla siebie znaczyliście, dlatego musiałem zniszczyć także ją.- wyjaśnił- Tylko, że mały Harry, musiał przetrwać. Jak mały pieprzony robak, który nie chce zniknąć. Dlatego teraz wszystko zakończymy- wstał i przeładował broń.
- Wypuść ją, to o mnie ci chodzi. Ona nie ma z tym nic wspólnego.- wiedziałem, że muszę ją chronić.
- Nie będzie tak łatwo, Styles- zaśmiał się- Teraz ona będzie cierpieć przez ciebie, całe swoje życie.
- Co ty masz na myśli?
- Będzie widzieć jak powoli zdychasz, a potem to ja będą ją pieprzyć do nieprzytomności- wysyczał i wycelował we mnie.
- Nie!- krzyczała Wiktoria
- Przyjacielu, ja też mam taką zabaweczkę- zza paska spodni wyciągnąłem pistolet i wycelowałem w niego.
- Widzę, że wiele się nauczyłeś- zaśmiał się.
- Dzięki tobie- odpowiedziałem chłodno.
- Rozegramy to jak gentlemani? - zapytał z rozbawieniem.
- Nauczyłem się jeszcze jednego od ciebie. Nigdy nie graj fair- uniosłem pistolet i nacisnąłem na spust. Po chwili chłopak upadł na ziemię i już się nie ruszał. Nawet nie obchodziło mnie to czy go zabiłem czy nie. Ten gnojek na to zasłużył.
Wiktoria POV:
-Skarbie wszystko okey?- brunet odwrócił się w moją stronę a w jego oczach, mogłam dostrzec troskę. Tak bardzo mi go brakowało, lecz nie mogę uwierzyć w to, że Harry go postrzelił. To nie było dobre, ale wiem, że nie było innego wyjścia
- Tak wszystko w porządku- uśmiechnęłam się szczerze, a chłopak uwolnił moje nadgarstki i zaczął je powoli pocierać.
- Przepraszam- pocałował moje dłonie i po chwili spojrzał na mnie. Te zielone tęczówki. Był widoczny w nich tylko ból.
- Teraz jest już dobrze- ujęłam jego twarz w dłonie i chciałam go pocałować kiedy przerwał nam strzał. Wszystko potem działo się jak w spowolnionym tępię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że Harry krwawi i po chwili osuwa się na ziemię.- Nie!- krzyknęłam i szybko uklęknęłam obok chłopaka. Spojrzałam na Mike, który śmiał się głośno. Do piwnicy wparowała policja i obezwładniła Mike'a. Chwyciłam dłoń loczka i ścisnęłam ją mocno- Harry, wszystko będzie dobrze- z moich oczu popłynęły łzy, jego koszulka na brzuchu była cała czerwona.
- Jesteś taka, śliczna- pogładził mój policzek i uśmiechnął się lekko. Słyszałam tylko jak ktoś krzyczy "Zadzwońcie po karetkę! Mamy rannego!
- Kretka zaraz tu będzie, wytrzymasz- całowałam jego knykcie, kaskada łez wylewała się z moich oczu.
- Tak bardzo cię kocham- powiedział.
- Nie rób tego, nie żegnaj się!- krzyknęłam i szarpnęłam go za ramiona i pocałowałam w usta.
- Kocham Cię- wyszeptał i zamknął oczy.
KONIEC CZĘŚCI I
No kochani i w ten oto sposób zakończyliśmy część I :* Dziękujemy za każdy komentarz, nawet nie macie pojęcia ile to dla nas znaczy. Zwiastun do 2 części opowiadania powinien pojawić się w przyszły weekend. Mamy nadzieje, że będziecie z nami także w ciągu dalszym <3 Liczymy na komentarze <3
No kochani i w ten oto sposób zakończyliśmy część I :* Dziękujemy za każdy komentarz, nawet nie macie pojęcia ile to dla nas znaczy. Zwiastun do 2 części opowiadania powinien pojawić się w przyszły weekend. Mamy nadzieje, że będziecie z nami także w ciągu dalszym <3 Liczymy na komentarze <3

czekam na drugą część
OdpowiedzUsuńHarry przeżyje prawda?
Przykro mi Ania :( Ale .... No jak by to wyglądało gdyby nie przeżył ? XDDDD
OdpowiedzUsuńHahahah Harry i stoliczek i wejście Louiska <3
Serdeczne brawa dla policji która zawsze jest w porę :S
Co do rozdziału to takiego końca sie nie spodziewałam ... Ale moja wizja z tym szpitalem, maszyną i laptopem byłaby lepsza :D
Świetny.blog . Mam nadzieje ze już nie długo bedzie druga cześć . Pozdrawiam xoxo
OdpowiedzUsuńkocham <3
OdpowiedzUsuńSuper kocham tego bloga
OdpowiedzUsuńSupper
OdpowiedzUsuńfajny kiedy next
OdpowiedzUsuńdawaj dalej nie wytrzymam napięcia
OdpowiedzUsuńpisz pisz
OdpowiedzUsuńdawaj
OdpowiedzUsuńnexst
OdpowiedzUsuńdawajcie dalej
OdpowiedzUsuńnext
OdpowiedzUsuńDalej ;3
OdpowiedzUsuńKieddy next :)
OdpowiedzUsuń