- Tak- szepnęłam
- Nie jestem w żadnym gangu, Wik- cmoknął mnie w policzek, uśmiechając się przy tym- Czemu tak pomyślałaś?- zapytał. Mam powiedzieć mu prawdę? Cholera, a jak pobije się z Harry'm? Na szczęście do chłopaka, zadzwonił telefon- później mi powiesz- pocałował mnie jeszcze raz i wychodząc odebrał telefon. Moja niepohamowana ciekawość, kazała mi podsłuchać rozmowę.- Taa, już jadę... przygotujcie towar...tak i przyprowadźcie White- głos robił się coraz bardziej niewyraźny. Jaki towar? Jaki White do jasnej cholery? Wiki nie rób tego, wiesz, że wpadniesz w kłopoty mówiła mi moja podświadomość
- Pieprzyć to- powiedziałam sama do siebie i wyszłam z pokoju, a następnie na parking, gdzie Mike wsiadał do swojego auta. Nie zauważalnie wsiadłam do samochodu Sam. Tak dała mi zapasowe kluczyki. Chłopak ruszył a ja pojechałam za nim. W końcu muszę dowiedzieć się prawdy.
Harry's POV:
- Co ty taki wesoły?- zapytał mnie Liam, przysiadając się obok mnie na kanapie. Uśmiechnąłem się tylko do niego. Właściwie nie wiem czemu tak się cieszyłem. Może dlatego, że Wiki dowiedziała się prawdy, albo że spędziłem z nią wczoraj wieczór. Sam nie wiem, ona daje mi takie szczęście.
- Jedno imię, które mówi samo za siebie. Wiktoria- zaśmiał się głośno Louis, siadając na przeciw mnie.
- Eleunor nie była zła?- zapytałem unosząc brwi
- No wiesz, był wykład, ale po za tym nic innego- uśmiechnął się.
- Hej, słuchajcie- klasnął w dłonie Malik- dostałem sms od Perrie i jest zajebista impreza, wybieram się tam z nią, idziecie z nami?- zapytał przyglądając się nam wszystkim.
- Ja jestem za- odezwał się Liam, a Niall potwierdził skinieniem głowy
- A wy?- zwrócił się do mnie i Tomlinsona. Kiedy szatyn chciał coś powiedzieć, wyprzedziłem go.
- Mamy do pogadania, więc nie- Louis spiorunował mnie wzrokiem, a ja tylko wzruszyłem ramionami.
- Dobra chłopaki, to jedziemy- westchnął Zayn i wstał, a chłopaki poszli w jego ślady- To, cześć- pomachali i wyszli.
- Dzięki, ominęła mnie zabawa- wydymał wargi i spojrzał na mnie, gniewnym wzrokiem.
- Stary, musiałem z tobą pogadać na osobności- wyjaśniłem
- Hej, hej, hej może najpierw jakaś gra wstępna co?- zachichotał, na co wywróciłem oczami.
- Wiesz o co mi chodzi- spojrzałem na niego.
- Jak zareagowała?
- Nie ukrywała, że był to dla niej szok- westchnąłem- Ale może dotarło do niej, z jakim chujem się spotyka- syknąłem, na samo wspomnienie, kiedy widziałem ich razem w szpitalu.
- Napijemy się?- zaoferował wstając do barku.
- Według ciebie, alkohol to odpowiedź w każdej sytuacji?- zapytałem ze śmiechem, podchodząc do niego.
- Nie. Kiedy chodzi o Elke, to nie- zaśmiał się i nalał sobie i mi whisky.
Wiktoria POV:
Mike, zaparkował przed jakimś starym , opuszczonym magazynem, zaś ja ustałam samochodem kilkanaście metrów od niego. Te wszystkie programy detektywistyczne, teraz się przydają. Powoli wysiadłam z auta i kierowałam się za chłopakiem. Ustałam za ścianą i wychyliłam głowę, aby zobaczyć co tam się dzieje. Był tam Mike, i jakichś dwóch kolesiów, ubranych a czarno, z wieloma tatuażami na rękach. O cholera, oni mają broń. Harry miał rację. Miał cholerną rację. Już widzę jego irytujący uśmiech, kiedy będę przyznawać mu słuszność. Moje rozmyślania przerwały jęki jakiegoś mężczyzny. Spojrzałam w tamtą stronę. Następnych dwóch osiłków, ciągnęło związanego, pobitego faceta i rzucili go pod nogi Mike'a. Wiki uciekaj do jasnej cholery! krzyczała moja podświadomość, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Stałam ukryta za ścianą i przypatrywałam się tej całej sytuacji. Mike zaśmiał się i ukucnął przed poobijanym człowiekiem, zaczął mu coś mówić, ale z tej odległości nic nie słyszałam. To musiał być ten White, tylko co chce od niego Mike? Chłopak wstał i wyciągnął zza spodni pistolet. To była ta rzecz, którą wyciągał z szuflady.Wycelował prosto w głowę mężczyzny a po chwili nacisnął spust. Bezwładne ciało człowieka upadło na ziemię. O Boże. Szybko zakryłam dłonią usta, a po moich policzkach spłynęły łzy. Dlaczego tego nie przerwałam? On nie żyje, i to przeze mnie. Zaczęłam się cofać, ale wpadłam na coś, a raczej na kogoś.
- Zgubiłaś się, królewno?- usłyszałam za sobą gruby, męski głos. Odwróciłam się i ujrzałam przed sobą, umięśnionego mężczyznę
- Właśnie, miałam już iść- powiedziałam i za chwilę zaczęłam uciekać, ale poczułam jak ktoś, łapie mnie za biodra i przyciska moje plecy do swojego torsu. Wyrywałam się ale kiedy, poczułam metal przy mojej szyi, momentalnie zesztywniałam.
- Jeśli jeszcze raz się kurwa ruszysz. Rozjebie cię tą, śliczną główkę. Zrozumiano?!- krzyknął a ja lekko przytaknęłam ruchem głowy.- Grzeczna dziewczynka, a teraz chodźmy do szefa- zaśmiał się a ja, już wiedziałam do kogo idziemy.- Hej patrzcie, jaką laseczkę znalazłem- wydarł się mój napastnik, kiedy byliśmy już blisko pozostałej ekipy. Wszyscy się odwrócili, a ja ujrzałam twarz Mike'a. Wyrażała ona mieszankę złości,zaskoczenia i radości.
- Zostaw mnie!- znów próbowałam się wyrwać, momentalnie przypomniały mi się lekcje samoobrony, uderzyłam łokciem, w brzuch mężczyzny za mną i wyswobodziłam się z jego ucisku. Moja wolność nie potrwała długo, ponieważ moja twarz została zasłonięta jakąś ściereczką, a ramiona przez czyiś, żelazny uścisk
- Już spokojnie kochanie, wszystko będzie dobrze- wyszeptał mi do ucha Mike,a ja zaczęłam coraz bardziej słabnąć, moje powieki stawały się coraz cięższe, aż w końcu nie widziałam już nic.
***
Otworzyłam oczy, próbowałam je przetrzeć, ale moje nadgarstki były związane przy jakiejś rurze,a usta zakryte taśmą. No po prostu lepiej być nie mogło. Zostałam porwana i to przez własnego chłopaka, a raczej byłego chłopaka.Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Był to zwyczajny pokój, ze stołem i czterema krzesłami, a za nimi był kominek i kanapa. Próbowałam rozerwać sznur ale nic z tego. Nagle do pokoju wszedł, nikt inny jak Mike. Uśmiechnął się do mnie lekko i ukucnął przy mnie.
- Wiem, że pewnie teraz się boisz, ale nie ma czego- pogładził mój policzek, a ja się odsunęłam- Mogę się założyć, że Harry ci o tym powiedział- spojrzał mi głęboko w oczy, które były ciemne i straszne.- Jednak to prawda, że historia lubi się powtarzać- puścił mi oczko i wstał. Historia lubi się powtarzać? Co on ma na myśli.Patrzyłam na niego. Wyciągnął telefon i wykręcił do kogoś numer.- Halo...tak, ja też się cieszę, że cię słyszę... Zgadnij, kto wpadł do mnie z wizytą... Taa, właśnie na nią patrzę- zaśmiał się, a ja wiedziałam z kim rozmawia- Harry, ta historia się powtarza... tylko, że w Wiktorii jest coś innego- zbliżył się do mnie i pogładził mój policzek- Jest wyjątkowa i mam na nią ochotę- wytrzeszczyłam na niego oczy a on tylko cmoknął ustami w powietrzu i znów wstał.
Harry's POV:
- Tylko ją kurwa tkniesz- zagroziłem, krążyłem po salonie, co chwilę przeczesując włosy-Zabiję cię gnoju... powiedziałem, że masz jej nie dotykać!- wydarłem się do słuchawki. Louis siedział na kanapie z głową w dłoniach co chwilę na mnie patrząc- Czego chcesz?- poddałem się w końcu- Ile?... Jak to pieniądze cię nie obchodzą?- Nie wierzyłem, w co ten dupek ze mną gra?- Nie zrobię tego...Ale to moi przyjaciele... Nie, zostaw ją!... okey, daj mi dwa, trzy dni- westchnąłem i rozłączyłem się.
- Na co ty się zgodziłeś chłopie- Louis wstał i podszedł do mnie.
- Muszę odejść z One Direction, i napaść na bank z jego kumplami- usiadłem zrezygnowany na kanapie, chowając twarz w dłoniach.
-Kurwa, Harry, on chce ci rozpieprzyć życie. Nie pozwól na to- usiadł obok i poklepał mnie po plecach
- Powiedział, że jeśli tego nie zrobię, to on załatwi Wiktorię jeszcze gorzej niż, Sashę.
*Początek retrospekcji*
Siedzę na ławce czekając na piękną, wysoką brunetkę o imieniu Sasha. Tak na prawdę, była moją pierwszą poważną dziewczyną w końcu oboje mieliśmy po 16 lat. Na reszcie, stanęła przede mną z szerokim uśmiechem. Wstałem i podałem jej różyczkę, którą wzięła i pocałowała mnie.
- Widzę, że jak zawszę punktualny- cmoknęła mnie w polik.
- Tak, dla ciebie zawsze- zarumieniłem się na co dziewczyna zachichotała.
- Uwielbiam jak się rumienisz- ująłem ją za rękę i razem ruszyliśmy w stronę parku, gdzie światła latarni rozjaśniały ciemność. Cała sceneria była bardzo romantyczna. To był ostatni dzień, spędzony z moją ukochaną.
***
- Pamiętaj to taki rodzaj gry- zaśmiał się, przebiegle Mike
- To moja dziewczyna, kocham ją- mówiłem
- Taka szkoda, że ona robi z ciebie idiotę- zaśmiał się jeszcze głośniej
- Nie wierzę ci.
- Mówię, ci że się ze mną przespała- krzyknął
- To czyli jesteście siebie warci- poczułem ukłucie w sercu, dlaczego ona to zrobiła?
- Nie, to nie tak. Musimy trzymać się razem- położył swoją rękę na moim ramieniu-Jesteśmy przyjaciółmi. Pieprzyć jakąś tam dziwkę
- Nie mów tak o niej- krzyknąłem- Nazywasz się moim przyjacielem, a przespałeś się z moją dziewczyną. Zawsze mi wszystko zabierałeś!- patrzeliśmy sobie prosto w oczy- Zabawki w podstawówce, zwalałeś na mnie winę w szkole, ciągle musiałem świecić za ciebie oczami, kiedy nie było cię w szkole, sprzątnąłeś mi każdą dziewczynę z przed nosa, a kiedy już jakąś znalazłem, to ty musiałeś się z nią pieprzyć!- dałem upust mojej złości i smutkowi.- I wiesz co, wybaczę jej to, ponieważ ja wiem co to znaczy miłość- wysyczałem- a ty tego nigdy nie doświadczysz- odwróciłem się na pięcie i poszedłem prosto do domu.
-Zobaczysz, zniszczę was oboje!- krzyknął Mike.
***
Przez kilka dni, Sashy nie było w szkole, nie odbierała moich telefonów, ani nie odpisywała na sms-y. Strasznie się o nią martwiłem. Kiedy minął tydzień, postanowiłem, że pójdę ją odwiedzić. Stałem przed drzwiami jej pięknego domu i po chwili zapukałem. Po minucie, która trwała na prawdę długo, drzwi otworzyła mi jej matka, bardzo ją lubiłem i z resztą ona mnie również- Dzień dobry pani Morgen, czy jest może Sasha?- zapytałem z promiennym uśmiechem.
- Oh, Harry- jej oczy się zaszkliły i po chwili mocno mnie do siebie przytuliła
- Proszę pani, co się stało?- zapytałem zdezorientowany tą sytuacją.
- Wejdź- powiedziała i wpuściła mnie do środka- Posłuchaj mnie chłopcze, lepiej usiądź- pociągnęła nosem, co się dzieje? Zająłem miejsce na kanapie i patrzyłem wyczekująco na wyjaśnienia.
- Sasha...- z jej oczu poleciały łzy-...popełniła samobójstwo dwa dni temu- szlochała a ja nie wierzyłem w jej słowa, siedziałem z otwartą buzią a w moich oczach pojawiły się łzy.
- To nie możliwe- powiedziałem w końcu wstając z siedzenia.
- Tak mi przykro, wiem że się kochaliście- cały czas płakała i przytuliła mnie, a ja szybko wybiegłem z domu, pozwalając, aby z moich oczu popłynęły niekontrolowane łzy, ukucnąłem i schowałem twarz w dłoniach. Dlaczego to zrobiła? To jedno pytanie, było w mojej głowie. Już nigdy z nią nie porozmawiam, nie pocałuję, nie dotknę. Dlaczego?Dlaczego?Dlaczego? A potem przypomniały mi się słowa Mike"Zobaczysz, zniszczę was oboje". Zniszczył ją, a teraz zostałem mu tylko ja. Wiedziałem też jedno, nigdy już się nie zakocham, bo następnej straty bym nie przeżył.
*Koniec retrospekcji*
- Nie mogę jej stracić, Lou- na wspomnienia o mojej dawnej miłości, zaszkliły mi się oczy- Kocham ją
- Nie martw się, coś wymyślimy. Jestem z tobą brachu- poklepał mnie po plecach z lekkim uśmiechem.
- Louis?- chłopak spojrzał na mnie wyczekująco- Masz kontakt ze swoim, kumplem co pracuje w strzelnicy?- zapytałem.
- Taaa, mieszka nie daleko...-przerwał i spojrzał na mnie ze strachem w oczach- Harry, co ty znowu wymyśliłeś?
- Będę grał, na jego zasadach- odparłem,a chłopak zamarł.
Autor: Styles xx
Nowy rozdział już dziś. Ale się porobiło co? Jak myślicie, co wymyślił Harry? 15 komentarzy i następny rozdział w niedziele <3
Wesołych walentynek <3
O nie ! Mam nadzieje że Harry zabije Mike'a ! :3 Naprawdę nie lubię gościa :P Biedna Wiki... Ale w sumie to po ch** tam jechała !
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta ! <3
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńpisz pisz
OdpowiedzUsuńPiszzzz
OdpowiedzUsuńNEXT
OdpowiedzUsuńChcem kolejny rozdzial
OdpowiedzUsuńpisz dalej
OdpowiedzUsuńten blog jest świetny
OdpowiedzUsuńmike jest dupkiem
OdpowiedzUsuńdalej
OdpowiedzUsuńnext
OdpowiedzUsuńkolejny rozdział pleas
OdpowiedzUsuńPisz next prosze
OdpowiedzUsuńNEXT
OdpowiedzUsuńkiedy next
OdpowiedzUsuń