sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 26

Po przeczytaniu wiadomości, natychmiast udałam się do willi chłopców. Pożyczyłam od Sam samochód, więc droga nie zajęła mi mnóstwo czasu. Przed budynkiem, zaparkowane było czarne audi. Szybko weszłam do domu, nawet nie pukając. W salonie siedzieli chłopcy oraz faceci z modestu. O Boże. Jeśli oni tu są, to nie znaczy nic dobrego. Wzrok wszystkich, prócz Harry'ego spoczął na mnie
- Usiądź- rozkazał mężczyzna w garniturze, wskazując na fotel, po czym zajęłam na nim miejsce.
- O co chodzi?- spytałam. Przez chwilę panowała cisza
 - Panno Foster. Musimy niestety, zerwać naszą umowę- przemówił pan Black
- Że, co?- wstałam i spojrzałam na niego.
- Harry, już wszystko wie. Dostanie pani pieniądze...- pstryknął palcami a jakiś facet, przyszedł z małą walizeczką, którą po chwili otworzył. Ujrzałam w niej niezłą sumę pieniędzy.-...I wtedy nasze drogi się rozejdą- klasnął w dłonie z uśmiechem na twarzy, który miałam ochotę mu zedrzeć.
- Mogę wiedzieć, dlaczego?
- Przez panią, mamy same problemy- powiedział dziwnie opanowany
- Jak to?- spytałam oburzona
- Na początku była awantura z Harrym'm, potem była pani z Niall'em, a spędzała czas z nim- wskazał na Herry'ego-  Jest panienka, niezdecydowana- powiedział- przykro mi, że nie wyszło.
- Ale, mogę się poprawić- podeszłam bliżej niego- Proszę- spojrzałam w jego szare tęczówki.
- Mogę już wejść?- usłyszałam z korytarza głos. Głos dziewczyny. Szybko się odwróciłam, a moim oczom ukazała się szczupła, długowłosa brunetka z czekoladowymi oczami.
- Tak Cleo wejdź- ruchem ręki zaprosił dziewczynę do pomieszczenia- Wracając do naszej rozmowy- zwrócił się do mnie- Niestety, ale nie. Jak widzisz, zdążyłem załatwić dla naszego chłopca, dziewczynę, która nie jest tobą- wysyczał przez zęby, a w moich oczach pojawiły się łzy, którym nie pozwoliłam spłynąć.
- Wiecie co? Jesteście żałośni. Wybieracie dla nich dziewczyny nie licząc się z tym co do nich czują!- krzyknęłam.
- Kochana, czyżbyś zakochała się w naszym loczku- zaśmiał się głośno, a moje serce połamało się na miliony kawałków, spojrzałam na Harry'ego, który patrzył się na mnie. Kiedy nasze oczy się spotkały, on natychmiast odwrócił wzrok. To tak strasznie zabolało.- Tylko, że chyba on tego nie odwzajemnia- wyszeptał mi do ucha Black, a ja pozwoliłam łzą spłynąć po moich policzkach.- Myślę, że powinnaś już iść-odwróciłam się w jego stronę.
- Tak, masz rację- pociągnęłam nosem i kierowałam się ku drzwiom. Odwróciłam się i spojrzałam na nich jeszcze jeden ostatni raz.- Uwielbiam was chłopcy. Żegnajcie- po tych słowach, dosłownie wybiegłam z mieszkania. Uderzył mnie chłodny podmuch wiatru, na niebie widać było burzowe chmury, z których zaczęły spadać krople deszczu- To chyba jakieś żarty- zaśmiałam się- jak w jakiejś pieprzonej komedii romantycznej- łzy spływały mi po policzkach, mieszając się z kroplami deszczu. Wbiegłam do samochodu, cała przemoknięta. Odpaliłam go i odjechałam z piskiem opon.

                                                                             ***
- Wiki, kochanie. Tak bardzo mi przykro.- płakałam właśnie, w  moim pokoju w objęciach Samanty , która próbowała mnie uspokoić i pocieszyć- Jeśli go spotkam, osobiście mu przywalę.
- Dziękuję, że tu jesteś- powiedziałam przez łzy
- Cii...- gładziła moje włosy- wszystko będzie ok. Zapomnisz o tym wszystkim- mówiła, ale obie dobrze wiedziałyśmy, że tak się nie stanie.
- On mnie nie kochał- spojrzałam na nią- Wszystko co mówił, robił- wybuchłam płaczem- to wszystko, żeby zaciągnąć mnie do łóżka, i mieć z tej umowy jakieś korzyści.
- Dlatego musisz o nim zapomnieć- uśmiechnęła się lekko, a ja spojrzałam na zegarek, na którym widniała godzina 22:13
- Możesz iść- powiedziałam
- Oszalałaś?! Nie zostawię cię w takim stanie- przytuliła mnie do siebie
- Proszę, muszę pobyć trochę sama- spojrzałam na nią
- Ooo, trzeba było tak od razu- wstała, przytuliła mnie i w jednej chwili znalazła się za drzwiami, które ja zamknęłam na kluczyk. Mike miał swój własny, więc nie musiałam czekać kiedy wróci. Opadłam na łóżko, wtulając się w poduszkę, w którą od razu wypłakałam całe moje smutki.
Pip...pip...pip. Obudził mnie dzwoniący telefon. Nie patrząc, kto dzwonił odebrałam.
- Halo?
- Śpisz?- odpowiedział głos w słuchawce, głos Harry'ego
- Nie, pieprze się właśnie z moim współlokatorem- wysyczałam przez zęby
- Co?!- po tonie jego głosu, mogłam wywnioskować złość.
- O, tak przepraszam, nie mówimy tu o tobie.- wywróciłam oczami.
- Wiki musimy...- przerwałam mu.
- Nic, nie musimy- rozłączyłam się. Dzwonił jeszcze tak z 10 razy, aż w końcu dał sobie spokój. Odłożyłam telefon na stoliczek nocny i wygodnie położyłam się na łóżku, gapiąc się w sufit. Nie czułam już smutku, tylko złość. Wielką złość na niego i na mnie, za to że on zachował się tak chamsko, a na mnie, że dałam mu się tak omotać. Z rozmyśleń wyrwał mnie odgłos walenia w drzwi. Podniosłam się szybko. Miałam głęboką nadzieję, że to nie Harry.
- Kto tam?- zawołałam
- Listonosz!-usłyszałam śmiech należący do zielonookiego bruneta. Ten głos można rozpoznać wszędzie.
- Odejdź z tond!- krzyknęłam odsuwając się od drzwi
- Otwórz! Chcę porozmawiać- następne uderzenie.
- Nie chcę cię widzieć, a tym bardziej z tobą rozmawiać
- Cholera jasna otwórz!- warknął
- Pieprz się gnojku!- krzyknęłam a uderzenia ucichły, następnie usłyszałam po nich oddalające się kroki. Myślałam że odszedł i kierowałam się w stronę łóżka, ale w tamtej chwili usłyszałam jak biegnie, a za chwilę z hukiem wywarza drzwi w pomieszczeniu
-Tylko z tobą, skarbie- uśmiechnął się nadając nacisk na ostatnie słowo i wyprostował, górując nade mną- Jak już, mówiłem musimy porozmawiać- nawet w ciemnościach widziałam jak jego zielone tęczówki są teraz ciemne i błyszczą w bardzo niebezpieczny sposób. Najgorsze było to, co nastąpiło po tym.


Autor: Styles xx

Kochani przepraszam, że tak późno, ale wcześniej nie miałam czasu. Mam nadzieję, że wam się podoba, bo mnie zbytnio nie zadowala. Następny rozdział będzie jutro :* komentujcie i zdawajcie relację <3

15 komentarzy: