niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział 40

Harry's POV:

- Wiecie jaki jest plan?- zapytał nas komisarz, na co skinęliśmy głowami- Tylko pamiętajcie, powoli i po ciuchu.
- Tak, pamiętamy- powiedziałem. Mężczyzna wręczył nam jedną krótkofalówkę i razem z Louisem ruszyliśmy w stronę budynku. Przed wejściem stali jacyś faceci.
- Kurwa, i co teraz?- zapytał zdenerwowany Lou.
~ Bez nerwów, na tyłach jest inne wejście, sprawdźcie je~ w małym urządzeniu rozległ się głos policjanta, a ja razem z Louisem, ruszyliśmy w kierunku podanym przez mężczyznę. Rzeczywiście, były tam drzwi. Dziwiło mnie jednak, że nikt ich nie pilnował
- Louis, ty zostajesz tutaj na czatach- poklepałem go po ramieniu i wręczyłem mu krótkofalówkę.
- No w tym momencie, sobie żartujesz- powiedział z dezaprobatą.
- Mówię całkiem serio.Mam broń, nic mi się nie stanie- posłałem mu ciepły uśmiech.
- Nie, nie zostawię cię- protestował.
- Zaufaj mi, dam sobie radę.
- Uważaj na siebie bracie- przytulił mnie. Kiedy odsunąłem się od niego, jego twarz wyrażała panikę i strach, uśmiechnąłem się ostatni raz i powoli otworzyłem, metalowe drzwi. Dzięki Bogu, zawiasy nie były zardzewiałe, dlatego nie wydały z siebie dźwięku. Znajdowałem się chyba w holu. Ściany były pokryte brązową farbą, a podłoga była wykonana z marmuru, na końcu były kolejne drzwi. Podszedłem i otworzyłem je jeszcze bardziej ostrożnie, niż za pierwszym razem. Była to kuchnia. Cholera, ten budynek z zewnątrz wygląda na jakiś opuszczony magazyn, a w wewnątrz wygląda jak dom. Nieźle sobie to wszystko zaplanował. Prychnąłem na samą myśl o Mike'u. Nagle usłyszałem czyjeś kroki, więc szybko schowałem się za kuchenną wysepką. Do pomieszczenia wszedł, wysoki, umięśniony facet, który popijał piwo, by po chwili usiąść przy stole. Niestety, kolejne drzwi znajdowały się tuż przy miejscu w którym siedziała moja "przeszkoda".
- Ty twoja warta, się jeszcze nie skończyła- do kuchni wszedł jeszcze jeden facet, ale tym razem starszy.
- No, weź. I tak nikt tu nie przyjdzie- zaśmiał się tamten.
- Mam to załatwić po mojemu?
- Okey, już idę- westchnął i wstał ze swojego miejsca. Najwyraźniej bał się starszego, pewnie miał powody. Ale nie chciałem w tedy o tym myśleć. Oboje mężczyzn wyszło, więc miałem wolną drogę. Ruszyłem po cichu do salonu. Kiedy miałem już się wyprostować, zauważyłem jeszcze innego kolesia. Kurwa ile ich tu jest?! skoczyłem za sofę. Wychyliłem głowę i ujrzałem mężczyznę około 30 lat, nachlanego w cztery dupy, który po chwili runą z hukiem na kanapę za którą kucałem. Po chwili usłyszałem głośne chrapanie. Uśmiechnąłem się. Jestem całkiem dobrym włamywaczem. Wstałem i spojrzałem z pogardą na śpiącego faceta. Prychnąłem i chcąc iść uderzyłem w mały stoliczek do kawy, wydając głośny dźwięk.
- Kurwa- przekląłem pod nosem.
- Kim ty do jasnej...- usłyszałem za sobą głos, szybko się odwróciłem i ujrzałem faceta, który przed chwilą smacznie chrapał na kanapie. Dobra jednak nie jestem dobrym włamywaczem.- Już po tobie- wyciągnął pistolet i wycelował we mnie, a po chwili rozległ się dźwięk strzału. Z przerażenia zamknąłem oczy, ale po chwili je otworzyłem. Dzięki temu, że mój przeciwnik był upity nie trafił we mnie lecz w wazon. Szybko się otrząsnąłem i rzuciłem na mężczyznę, zacząłem okładać go pięściami, aż stracił przytomność. Gdyby tylko jakieś fanki to widziały... Boże ogarnij się Harry. Usłyszałem czyjeś kroki. No tak odgłos strzału nie był cichy, a do pomieszczenia wszedł kolejny, umięśniony facet. Najpierw spojrzał na mnie, a następnie swój wzrok skierował na leżącego. Wyjął pistolet, ale nie zdążył nawet wycelować, ponieważ został postrzelony. Z roztargnieniem odwróciłem się w stronę komisarza i reszty ekipy. Louis na pewno ich zawiadomił.
- Ruszaj młody, będziemy cię osłaniać. Zaraz zrobi się tu prawdziwe piekło- wyjaśnił i miał  rację. W pomieszczeniu zjawiła się cała grupka, uzbrojonych przeciwników- No już!- krzyknął i zaczęła się prawdziwa bitwa.

Wiktoria POV:

Siedzieliśmy tak w spokoju, nie rozmawialiśmy, do póki do pomieszczenia nie wparował jeden z pracowników Mike'a.
- Kurwa, Mike. Policja tu jest- mówił przerażony. Mike napiął mięśnie, a w mojej głowie pojawił się promień nadziei. Na samą myśl uśmiechnęłam się.
- Co?! Jak to kurwa policja?!- wrzasnął chłopak, wstając z kanapy.
- No nie wiem, ale jest z nimi jakiś chłopak- wyjaśnił. Otworzyłam szeroko oczy. Mogłam się założyć, że był to Harry, przyszedł mnie uratować. O Boże, mam nadzieje, że nic mu nie jest.
- Jak wygląda?- spytał go Mike.
- N-nie wiem, wiem tylko tyle, że ma loki.
- Tyle mi wystarczy- warknął- dołącz do reszty, niech czekają na mój rozkaz, czy mają się wycofać, ale jak na razie, mają robić to co teraz- rozkazał
- Tak jest- chłopak wyszedł a Mike zwrócił się do mnie.
- Twój królewicz, przyszedł cię uratować- uśmiechnął się- Zabawimy się- zaśmiał się i chwytając mnie za nadgarstki, wyprowadził z pokoju. Z oddali słyszałam odgłosy walki. Mike otworzył drzwi do piwnicy i zatrzymał się w progu- Bądź grzeczna, kotku- niespodziewanie zakrył mi usta taśmą klejącą. Co on ma zamiar zrobić? Chwycił mnie za ramię i sprowadził po schodach na dół. Po drodze wziął sznurek. Zatrzymaliśmy się przy jakichś rurach.- Kochanie, nie bierz sobie tego do serca- pocałował mnie w policzek i po chwili przywiązał moje nadgarstki do jednej z rur.- Tylko spokojnie- pogładził moje włosy- Zapewniam,  że finał będzie zaskakujący- zaśmiał się, a ja obawiałam się najgorszego.

Harry's POV:

Cholera gdzie ona jest? Chodziłem po wszystkich pokojach, i nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Otworzyłem kolejne drzwi. To pomieszczenie różniło się od innych. Była to sypialnia z dużym łóżkiem, kanapą, telewizją i łazienką. Kiedy przyglądałem się pomieszczeniu, moją uwagę przykuła ułożona na komodzie, czarna sukienka. Szybko chwyciłem materiał w dłonie. Taką sukienkę miała Wiki, w tedy w klubie. Gdzie ten sukinsyn ją porwał. Wybiegłem z pokoju, przemierzałem korytarze, aż w końcu zauważyłem drzwi, bez zastanowienia otworzyłem je. Schody prowadzące w dół oznaczały, że to piwnica. Zbiegłem po nich i na końcu pomieszczenia ujrzałem moją piękną Wiktorię, przywiązaną do rury.
- Wiki- podbiegłem do niej i delikatnie oderwałem jej taśmę z ust.
- To pułapka!- krzyknęła a ja usłyszałem za sobą ten sam śmiech. Odwróciłem się szybko i zobaczyłem Mike'a z bronią w dłoni.
- Harry, Harry, Harry- uśmiechnął się- Zawsze taki, przewidywalny- usiadł na jednym schodku.
- Mike. Policja już tu jest. To koniec- powiedziałem.
- Masz rację Styles. To koniec- klasnął w dłonie.- Ponieważ dokończę to, co zacząłem kilka lat temu- chłopak wstał i patrzył na mnie z nienawiścią w oczach.- Zniszczę cię- wysyczał przez zęby.
- Mike, co ja ci takiego zrobiłem? - zapytałem
- Ty mi się jeszcze kurwa pytasz?!- wydarł się na mnie.- To ty, zawsze miałeś najlepiej. Dobre oceny, zabawki, rodzinę- wymachiwał bronią- Każda najlepsza dziewczyna lgnęła do ciebie jak ćma do światła!
- To było przed tym jak...- przerwał mi.
- Właśnie, zanim się ze mną zadałeś- przerwał- Chciałem ci pokazać, jak to jest czuć się niepotrzebnym i bezwartościowym- zaśmiał się.- Najlepszym sposobem było zrobienie z ciebie ćpuna- westchnął- I wtedy ja byłem tym dobrym i opiekuńczym chłopakiem z Holmes Chapel. - Uśmiechnął się. A do mnie dotarło, że teraz wszystko ma sens.- Ale niestety musiała pojawić się jakaś laska, która zniszczyła mój plan- znów zajął miejsce na schodach.
- Miała na imię Sasha- poprawiłem go.
- Ona, stanęła mi na drodze. Wiedziałem ile dla siebie znaczyliście, dlatego musiałem zniszczyć także ją.- wyjaśnił- Tylko, że mały Harry, musiał przetrwać. Jak mały pieprzony robak, który nie chce zniknąć. Dlatego teraz wszystko zakończymy- wstał i przeładował broń.
- Wypuść ją, to o mnie ci chodzi. Ona nie ma z tym nic wspólnego.- wiedziałem, że muszę ją chronić.
- Nie będzie tak łatwo, Styles- zaśmiał się- Teraz ona będzie cierpieć przez ciebie, całe swoje życie.
- Co ty masz na myśli?
- Będzie widzieć jak powoli zdychasz, a potem to ja będą ją pieprzyć do nieprzytomności- wysyczał i wycelował we mnie.
- Nie!- krzyczała Wiktoria
- Przyjacielu, ja też mam taką zabaweczkę- zza paska spodni wyciągnąłem pistolet i wycelowałem w niego.
- Widzę, że wiele się nauczyłeś- zaśmiał się.
- Dzięki tobie- odpowiedziałem chłodno.
- Rozegramy to jak gentlemani? - zapytał z rozbawieniem.
- Nauczyłem się jeszcze jednego od ciebie. Nigdy nie graj fair- uniosłem pistolet  i nacisnąłem na spust. Po chwili chłopak upadł na ziemię i już się nie ruszał. Nawet nie obchodziło mnie to czy go zabiłem czy nie. Ten gnojek na to zasłużył.

Wiktoria POV:

-Skarbie wszystko okey?- brunet odwrócił się w moją stronę a w jego oczach, mogłam dostrzec troskę. Tak bardzo mi go brakowało, lecz nie mogę uwierzyć w to, że Harry go postrzelił. To nie było dobre, ale wiem, że nie było innego wyjścia
- Tak wszystko w porządku- uśmiechnęłam się szczerze, a chłopak uwolnił moje nadgarstki i zaczął je powoli pocierać.
- Przepraszam- pocałował moje dłonie i po chwili spojrzał na mnie. Te zielone tęczówki. Był widoczny w nich tylko ból.
- Teraz jest już dobrze- ujęłam jego twarz w dłonie i chciałam go pocałować kiedy przerwał nam strzał. Wszystko potem działo się jak w spowolnionym tępię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że Harry krwawi i po chwili osuwa się na ziemię.- Nie!- krzyknęłam i szybko uklęknęłam obok chłopaka. Spojrzałam na Mike, który śmiał się głośno. Do piwnicy wparowała policja i obezwładniła Mike'a. Chwyciłam dłoń loczka i ścisnęłam ją mocno- Harry, wszystko będzie dobrze- z moich oczu popłynęły łzy, jego koszulka na brzuchu była cała czerwona.
- Jesteś taka, śliczna- pogładził mój policzek i uśmiechnął się lekko. Słyszałam tylko jak ktoś krzyczy "Zadzwońcie po karetkę! Mamy rannego!
- Kretka zaraz tu będzie, wytrzymasz- całowałam jego knykcie, kaskada łez wylewała się z moich oczu.
- Tak bardzo cię kocham- powiedział.
- Nie rób tego, nie żegnaj się!- krzyknęłam i szarpnęłam go za ramiona i pocałowałam w usta.
- Kocham Cię- wyszeptał i zamknął oczy.


                                             KONIEC CZĘŚCI I

No kochani i w ten oto sposób zakończyliśmy część I :* Dziękujemy za każdy komentarz, nawet nie macie pojęcia ile to dla nas znaczy. Zwiastun do 2 części opowiadania powinien pojawić się w przyszły weekend. Mamy nadzieje, że będziecie z nami także w ciągu dalszym <3 Liczymy na komentarze <3
                                                       
  


sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 39

Harry's POV:
- Chodź opowiem ci mój plan- mówię spokojnie do Louis'a.
- No idę, tylko się boję, bo jak ty coś wymyślisz to aż strach- powiedział ironicznie się śmiejąc.
- Bardzo śmieszne, wiesz?- unoszę brwi pytająco- więc tak, jesteś moim najlepszym kumplem, tak?- pytam o Louis kiwa potwierdzająco głową- i zrobiłbyś dla mnie wszystko, tak?- pytam.
- O co ci chodzi?
- No, dobra nie będę cię owijał w bawełnę, chce żebyś poszedł ze mną do bazy Mike- mówię, na co chłopakowi otwierają się szerzej oczy.
- Gdzie, mam iść? Ty chyba żartujesz?! Nie mów, że chcesz tam iść?!- krzyczy i pyta jednocześnie, na co ja kiwam głową- Stary, naprawdę cie lubię, ale to jest szalony pomysł. A poza tym przecież Wiki powiedziała, ze cie nie chce.- mówi wstając z kanapy.
- No dobra, ale ja wiem że ona się go boi i nie chce tam być, widziałem to w jej oczach, proszę Louis jak nie pójdziesz to pójdę sam- mówię poważnie.
- Zgodzę się pod jednym warunkiem- mówi a ja kiwam głową aby mówił dalej- jeśli pojedzie tam z nami policja- na co otwieram oczy i usta ze zdziwienia- To jak?- pyta się, a ja toczę ze sobą wojnę "zgodzić się czy nie".
- No dobra zgadzam się- mówię- jak już muszę, to chodź jedziemy na policję- mówię i próbuje pociągnąć chłopaka do wyjścia, jednak on stoi w miejscu- no co?- pytam się zdziwiony.
- Wiesz która jest godzina?- mówi i gestem ręki pokazuje na zegar wiszący na ścianie- pojedziemy tam z samego rana- mówi, na co niechętnie kiwam głową, wiedząc że ma racje.
                                                               ***
Wiktoria POV:
Wróciliśmy własnie z Mikem do "bazy gangu". Chłopak był strasznie wściekły, na sytuację która zdarzyła się w klubie, a moje myśli cały czas krążyły wokół słów Harry'ego :Trzymaj się mała, wszystko będzie dobrze. Wiedziałam, że on nie rzuca słów na wiatr i coś zrobi. Tylko, co mam nadzieję, że nie zgodzi się na propozycję Mike'a i nie odejdzie z zespołu. Moje rozmyślania przerwał głos mojego "porywacza".
- O czym tak myślisz kotku?- moja podświadomość krzyczy, nie mów do mnie kotku.
- O tobie- powiedziałam, nie chciałam kłamać, bo nie potrafię.
- Naprawdę- mówi z głupim uśmieszkiem na twarzy. Boże jak ten człowiek mnie denerwuje. Nie mogę uwierzyć, że tak pomyliłam się do kogoś, aż tak bardzo.
- Tak, a coś w tym złego?- zapytałam się, postanowiłam z nim grać na jego zasadach.
- Nie no co ty, to jak co robimy kotku- pyta się przyciągając mnie bliżej siebie na czarnej skórzanej kanapie.
- Myślałam o tym żeby iść spać wiesz jest już późno nie sądzisz?- pytam się.
- Myślałem o czymś innym- mówi i zaczyna mnie całować po szyi.
- Przestań- mówię i go odpycham- naprawdę jestem zmęczona ty pewnie też- mówię na co chłopak kiwa głową, a ja wzdycham z ulgą- pójdę skorzystać z łazienki, dobrze?
- Pewnie idź- mówi i sięga po swoją komórkę, natomiast ja idę do łazienki.
Po drodze otworzyłam jeszcze szafę i wyciągnęłam z niej szare dresy i zwykły czarny T-shirt.  Po czym weszłam do łazienki, zamykając za sobą drzwi.
                                                               ***
Wyszłam właśnie z łazienki, mając na sobie zbyt duże dresy i koszulkę. Włosy związałam po umyciu w luźnego koka. Moje bose stopy szły w kierunku łóżka, gdzie zobaczyłam już leżącego Mike'a.
- Mhhh, dlaczego ukradłaś moje ubrania- zapytał się lustrując mnie  od góry do dołu, śmiejąc się przy tym.
- Hahahha, bardzo śmieszne wiesz, nie mam ze sobą żadnych ubrać, a w szafie znalazłam tylko to- mówię pokazując na swój nie zbyt ładny strój.
- Wiesz,  zawsze mogłabyś być w bieliźnie, nie przeszkadzało by mi to- mówi, na co się śmieje.
- Wiem, ale mi by przeszkadzało- mówię- A ty zamierzasz tu spać?- pytam się pokazując na łóżko.
- No tak, a niby gdzie?- pyta się śmiejąc.
- To ja idę na kanapę- mówię biorąc z łóżka koc i poduszkę.
Zmierzam w stronę drzwi jednak chłopak łapię mnie mocno za rękę, na co się krzywię.
- Śpisz ze mną czy ci się to podoba czy nie- mówi przez zaciśnięte zęby, na co przełykam ślinę i podnoszę oczy aby spotkać jego.
- Ale niby dlaczego mam z tobą spać?- pytam się odważnie.
- Ponieważ, jesteśmy razem nie pamiętasz?-na co podnoszę brwi- a po drugie jak ci coś każe, to tak ma być bo pożałujesz, a uwierz mi nie chce zniszczyć tej twojej  pięknej buźki. Ty chyba też chcesz ją zachować, co?- pyta się na co kiwam głową i wracam do łóżka, i powoli się na nim kładę, przykrywając kołdrą.
- Grzeczna dziewczynka- mówi chłopak głaszcząc mnie po policzku, po czym odchodzi od łóżka ściąga swoje spodnie i koszulkę, zastając w  samych bokserkach. O Jezu nie myślałam, ze ma takie piękne ciało. Moje oczy przez cały czas patrzą na chłopaka, jednak po chwili się otrząsam, a on się śmieje. Dlaczego to zrobiłam?
Po chwili chłopak leży już koło mnie i oboje wyruszamy w krainę snów.
                                                                    ***
Harry's POV:
Jesteśmy z Louis'em na policji, gdzie podzieliłem się z policjantami moim pomysłem. Oczywiście zostanę ukarany za to, że mam broń, ale to nie jest ważne. Najważniejsze jest  to że zgodzili się pomóc. Podobno już od dawna szukali Mike'a i jego gangu.
- A więc widzimy się o 19.00- mówi policjant- tylko jeśli to jakiś żart to niech wie pan, że srogo tego pożałuje- mówi podając mi dłoń na pożegnanie.
- Proszę mi zaufać, dziękuje bardzo, do widzenia- mówię łącząc nasze dłonie w uścisku.
- Do widzenia- mówi otwierając mi drzwi od pokoju, w którym składałem zeznania.
Na korytarzu czeka na mnie Louis,gdy mnie zauważa wstaję i podchodzi do mnie.
- I jak było?- pyta się
- Dobrze, pomogą nam- mówię zadowolony. I gdy chcemy iść w stronę wyjścia wbiegają tu chłopacy.
- Co wy tu robicie?- pytam się.
- Chcemy pomóc, nie zostawimy cie- mówi Zayn.
- A poza tym chodzi o Wiktorię, to nasza przyjaciółka- wtrąca się Liam.
- A wiesz będziemy mogli  poczuć się jak w filmie- mówi jak zawsze śmiejąc się Niall. Szkoda, że to nie jest film.
- Jezu jak ja was kocham, dziękuje za wszystko- mówię i robimy grupowy uścisk.
                                                                        ***
Wiktoria POV:
Budzę się jest  już 16.00, ale nie dziwmy się poszłam spać o 6 rano.  A jestem znana z tego, że jestem śpiochem. Wstaje i zauważam siedzącego Mike'a na kanapie przeglądającego jakieś papiery.
- Cześć śpiochu- mówi śmiejąc się, na co piorunuję go wzrokiem. Idę bez słowa do łazienki i przebieram się  w moje jeansy i koszulkę.
 Gdy wychodzę z łazienki siadam na kanapie i sięgam po pilot od telewizora i zaczynam oglądać "przyjaciół". To zdecydowanie mój ulubiony serial. Po chwili dołącza do mnie Mike'a, który przyniósł mi coś do jedzenia, na co dziękuje, byłam strasznie głodna.
                                                                           ***
Harry's POV:
Jedziemy właśnie dużym samochodem razem z policjantami do opuszczonych magazynów, do siedzimy tego gnojka, do miejsca gdzie znajduję się moja ukochana.
Podjechaliśmy samochodem trochę dalej chowając się za drzwi. Wiem że to co się tam stanie, to nie będzie nic dobrego. Wiem to.


Autor: Payne *.*
Sobota więc rozdział, mam nadzieję że się podoba.
Piszcie co myślicie o akcji, która zaczyna się dziać....
15 komentarzy i nowy rozdział w niedziele :)

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 38

Wiktoria POV:

Sukienka jest ładna, ale zdecydowanie za krótka. Na dodatek ma wielkie wycięcie na plecach. Boże wyglądam w tym jak dziwka. Ale lepiej posłucham się Mike. Nie wiadomo jak by zareagował, na mój sprzeciw. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze, poprawiając przy tym włosy po czym założyłam te diabelsko wysokie szpilki, chwyciłam kopertówkę i wyszłam z łazienki.
- Wow- wypowiedział Mike, gdy mnie zobaczył- Wszyscy będą mi zazdrościć- uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Nie jestem, twoją własnością- powiedziałam
- Owszem, Jesteś- chwycił mnie za nadgarstek i wyprowadził z pomieszczenia.

Harry's POV:

- Gdzie się wybierasz?-  zapytał mnie Niall, kiedy już miałem wychodzić
- Na drinka- odpowiedziałem zgodnie z prawdą
- No to idziemy razem- wtrącił się Zayn.
- Wiecie, wolę iść sam- Te wszystkie zdarzenia, bardzo mnie przytłoczyły.
- Nie! Mam już tego dość Hazz!- krzyknął Niall-  Oddalasz się od nas, stary- westchnął
- Nie?- zmarszczyłem brwi.
- Harry, on ma rację- na korytarz, wszedł Liam- Nie rozmawiasz z nami, nie chodzisz z nami na imprezy ani na piwo- podrapał się po karku- Co się dzieje?- Teraz cała czwórka, w tym Louis gapili się na mnie.
- Chodźcie, wszystko wam opowiem- westchnąłem i wskazałem głową na wyjście.

                                                                        ***
- No więc, miałeś nam coś powiedzieć- Siedzimy w jakimś klubie w sekcji dla VIP-ów. Niall szturchnął mnie w bok. Mu chyba najbardziej brakowało, kontaktu ze mną. Doszedłem do wniosku, że oni mieli rację. Zaniedbałem ich. Ale ta cała sprawa z Wiki. Cholera. A może jednak, mówiła prawdę? Może naprawdę nie chce mnie już znać?To wszystko jest takie popieprzone.- Hallo? Ziemia do Harry'ego- blondyn pomachał mi ręką przed twarzą, wybudzając mnie tym samym z myśli.
- Aaa tak- przeczesałem włosy i napiłem się kolejnego drinka.- Po pierwsze, nie wiecie o mnie wszystkiego- na moją wypowiedź, chłopaki popatrzeli na mnie z szokiem w oczach, ale nic nie mówili. Tylko Louis kiwnął głową, abym kontynuował. Opowiedziałem im o wszystkim. O narkotykach, Mike'u, i o tym co mi zrobił i do czego dopuścił się tym razem.Po moich wyjaśnieniach, Niall z całej siły uderzył mnie w bok.
- Co ty odwalasz?!- krzyknąłem na niego, łapiąc za obolałe miejsce. Niby na takiego nie wygląda, ale jak przywali, to nieźle boli.
- Jak mogłeś nam nie powiedzieć, o tym wszystkim?- mówił z pretensją w głosie
- Nie chciałem was obarczać, moją przeszłością- upiłem łyk, alkoholu.
- A teraz ta przeszłość cię prześladuje- rzekł Liam. W sumie, ma rację.
- Co zamierzasz, zrobić w związku z Wiktorią?- spytał Zayn.
- Mam pewien plan- uśmiechnąłem się.

Wiktoria POV:

- Kochanie tylko, bez żadnych numerów, okey?- Wyszeptał mi do ucha Mike, kiedy minęliśmy drzwi do  klubu. Cały czas trzymał mnie przy sobie, jak jakiegoś psa. Kiedy to się skończy?- Okey?- powtórzył, ale tym razem przez zaciśnięte zęby.
- Tak- odpowiedziałam i razem podeszliśmy do baru. Oczywiście nie byliśmy sami. Przyjechało jeszcze dwóch mięśniaków, zakładam że to jego "ochroniarze". I wiem jeszcze tyle, że mamy spotkać się z jego przyjaciółmi.
- Czego chcesz się napić?- siedzieliśmy na stołkach barowych.
- Margaritę- odpowiedziała a chłopak szybko zamówił drinka, który po chwili już był przede mną. Nie jestem zwolenniczką picia, ale dzisiaj mam ochotę mieć wszystko gdzieś.

                                                                          ***
- No i w tedy, poszedł na policję- siedzimy własnie wraz ze znajomymi Mika'a. Wysoka blondynka o ciemnych brązowych włosach to Jenna. Czarnowłosy to jej chłopak Mark. Są jeszcze George i Scarlet, którzy są rodzeństwem. On jest wysokim blondynem o morskich oczach, a ona ma rude loki i ciemne tęczówki. Na pierwszy rzut oka wyglądają na parę.
- Powinniście go załatwić- odezwał się Mike. Nie mam pojęcia o czym gadali. Ale miałam pewność, że o jakichś sprawach gangu.
- Tej, laska. Co tak cicho siedzisz?- zapytał mnie rozbawiony George. Jest młody i beztroski, a jednak pozory mylą.
- Nie, interesują mnie wasze tematy- odpowiedziałam. To dzięki tym drinkom, jestem taka szczera.
- Skąd ty ją, wytrzasnąłeś?- zaśmiał się blondyn
- Można powiedzieć, że to ona znalazła mnie- Mike spojrzał na mnie i chciał pocałować, ale ja odwróciłam się w stronę siedzących.
- Widzę, że nie masz z nią łatwo
- Lubię wyzwania- zaśmiał się- chodź, zatańczyć- chwycił mnie za rękę i pociągnął na parkiet. Jego dłonie powędrowały na moje biodra, a moje ręce zarzucił sobie na ramiona. Jak na złość leciała wolna piosenka.- Nie bądź, dla mnie taka szorstka- spojrzał prosto w moje oczy.
- Nie jestem szorstka- zaprotestowałam. Ruszaliśmy się w rytm muzyki. Chłopak się zaśmiał, ale nic nie odpowiedział, przytulił mnie bardziej i nachylił do mojego ucha.
-Oddaj się mi- wyszeptał do ucha, lekko je przygryzając.

Harry's POV:

- Chłopie, czas się zbierać- poklepał mnie po ramieniu Louis, jako jedyny z Liam'em nic nie pił.
- Okey- uśmiechnąłem się lekko- A chłopaki już poszli?- rozglądałem się za nimi, ale żadnego z nich nie zauważyłem
- Taa, ty byłeś zajęty, gapieniem się w szklankę- przewrócił oczami- No dalej, rusz się- ponaglił, a ja posłusznie wstałem i razem z chłopakiem wyszliśmy z sekcji dla VIP-ów. Szliśmy pomiędzy wirującymi ciałami, aż mój wzrok spoczął na pewnej parze. Chłopak całował dziewczynę w szyję a ona przylegała do niego całym ciałem.  Kiedy odsunął się od niej, poznałem kto to. Natychmiast poszedłem w ich kierunku.

Wiktoria POV:
-Zostaw mnie! Powiedziałam, że nie pójdę z tobą do łóżka!- co za gnojek, myślał, że jak zrobi mi malinkę to będę jego. Muszę stąd uciec.
- Skarbie, a ja ci mówiłem, że...- spojrzał za mnie, a jego oczy zrobiły się większe, odwróciłam się i ujrzałam wściekłego Harry'ego
- Zostaw ją- warknął, zaciskając szczękę i zaciskając pięść aż jego knykcie zrobiły się białe.
- Zapomnij- Mike, przyciągnął mnie do siebie.
- Ty, gnoju!- Harry zbliżył się do nas jeszcze bliżej, i już miał uderzyć Mike'a kiedy ten wyciągnął pistolet i przyłożył mi go do szyi, robiąc to tak dyskretnie aby nikt się nie zorientował
- Nie robiłbym tego na twoim miejscu, Harry- zaśmiał się, a brunet patrzył na mnie z przerażeniem.- A teraz grzecznie sobie pójdziesz i zostawisz nas samych- dokończył
- Zrobię co chcesz, ale zostaw ją w spokoju- zielonooki wypowiedział to spokojnie.
- Wiem to Harry, ale nie dam ci tej satysfakcji, gdzie twoja ukochana jest bezpieczna i szczęśliwa- pogładził mój policzek,a w oczach Harry'ego widziałam chęć mordu.
- W co ty grasz?- spytał
- W to, czego nie zakończyliśmy kilka lat temu. A teraz wypierdalaj- warknął
- Pożałujesz- pogroził palcem, spojrzał na mnie- Trzymaj się mała, wszystko będzie dobrze- puścił mi oczko i uśmiechnął się, a ja w głębi serca wiedziałam, że to słowa obietnicy.
- Wiec, że ja zawsze wygrywam!- krzyknął Mike, kiedy Harry oddalił się i zniknął za drzwiami.- Wracamy- szarpnął mnie i ruszyliśmy w kierunku zostawionych towarzysz.

Harry POV:

- Harry, wszystko ok? Widziałem, co tam się stało- mówił Louis.
- Taa, ten skurwiel, pożałuje, że się urodził- powiedziałem i minąłem chłopaka, kierując się w stronę samochodu.
- Harry, zastanów się nad tym co chcesz zrobić, lepiej 10 razy.
- Lou, jestem pewny co chcę zrobić- wszedłem od strony pasażera a chłopak zajął miejsce kierowcy.

                                                                           ***

- Pomogę ci, ale to jest szalone- zaśmiał się histerycznie Lou.
- Wiem, ale muszę to zrobić- przeczesałem włosy.
- Kiedy, chcesz to zrobić?- zapytał siadając na kanapę.
- Jutro, chce żeby ten koszmar się skończył.
 - Już jutro?- spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Chodź tu, powiem ci mój plan.

Autor: Styles xx

No hej :D 15 komentarzy i nowy rozdział jutro. Wiem, że w tym jakoś specjalnie nie ma akcji, ale jak to się mówi... cisza przed burzą :) Komentujcie kochani <3

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 37

Harry's POV:
Właśnie stoję na strzelnicy, a kolega Louisa- Bob pokazuje mi bronie.
- No dobra to, tą- powiedziałem i pokazałem na jeden z modeli broni- Ile?- zapytałem się o cenę, na co Bob pokazał mi kartkę na której znajdowało się dużo liczb- Chyba, żartujesz?!- cena była lekką przesadą.
- No, nie takie są teraz ceny, przykro mi- powiedział na co podniosłem pytająco brwi- no dobra, niech ci będzie znamy się już dłuższy czas, a poza tym przyjaźnisz się z Louisem, mogę skreślić jedno zero- powiedział i podał mi jeszcze raz kartkę z poprawką- To co?- zapytał się.
- Okej, może być, poczekaj mam pieniądze w samochodzie- powiedziałem i poszedłem do samochodu, który był na parkingu.
Jak dobrze, że mamy teraz 3 miesiące wolnego, żadnych sesji, żadnych wywiadów, żadnych koncertów. Mogę się dzięki temu skupić na moim planie, odzyskania Wiki.
                                                     ***
Wiktoria POV:
Powoli otworzyłam oczy, obejrzałam się  dookoła siebie i zauważyłam, że nie jestem już przywiązana tylko leże na kanapie, przykryta kocem. Czyżby Mike'owi zrobiło sie żal? Nie, to nie możliwe. Gdy wstałam, zobaczyłam, ze w pomieszczeniu jest pusto, od razu podbiegłam do drzwi, mając ogromną nadzieję, ze będą otwarte, nacisnęłam lekko klamkę i o dziwo drzwi się otworzyły. Wyszłam po cichu z pomieszczenia, zamykając za sobą najciszej jak potrafię drzwi i gdy się odwróciłam, aby stąd iść maja twarz napotkała twarz Mike'a.
- A gdzie moje kochanie się wybiera, co?- zapytał sie z uśmieszkiem na twarzy, gładząc mój policzek. Ja nie miałam zamiaru odpowiadać, co chyba trochę go wkurzyło, ponieważ jego oczy pociemniały, szczęka się zacisnęła- Odpowiedz- powiedział stanowczo, trzymając mnie za nadgarstek coraz mocniej go ściskając.
- Wypuść mnie- powiedziałam głośno i poważnie, nie myślałam, ze się na to zdam, jednak po chwili pożałowałam tego, bo Mike wyciągnął z tylnej kieszeni scyzoryk, przyłożył mi go na szyje, moje serce zamarło.
- Jeszcze raz mi się sprzeciwisz, to pożałujesz, przecież wiesz, ze nawet teraz mogę cie zabić, więc uważaj na to co robisz- mówił, a mój oddech był coraz szybszy- Rozumiesz?!
- Taaak- powiedziałam cicho.
- To dobrze, a teraz chodź, mam dla ciebie pewną propozycje- powiedział i załapał mnie za ręką splatając nasze palce, poszliśmy w nieznanym mi kierunku.
Po chwili Mike, otworzył drzwi od jakiegoś pomieszczenia, a ja zaniemówiłam. Nie myślałam, że w tak brzydkim budynku od zewnątrz, jest tak piękny w środku.  Pokój , był bardzo duży znajdowała się tam skórzana kanapa, dwa fotele, piękne dębowe meble, wielki telewizor na ścianie, po prawej stronie znajdowały sie duże przesuwane drzwi, a za nimi było wielkie mahoniowe łóżko i dwie szafki nocne. Natomiast po lewej stronie były kolejne szklane drzwi, za którymi znajdowała się łazienka, w której była duża wanna. Przyglądałam się całemu pomieszczeniu z niedowierzaniem.
- Skończyłaś?- zapytał sie Mike'a z uśmieszkiem na twarzy.
- Taa, czyj to pokój?- zapytałam się.
- Mój- powiedział- weszliśmy do pokoju, a chłopak od razu usiadł na kanapie, a aja nadal stałam przy drzwiach- wchodzisz, czy nie?- zapytał się ze śmiechem. Ja weszłam do środka i usiadłam na fotelu obok.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś?-zapytałam się niepewnie.
- Po pierwsze teraz będziesz przez pewien czas mieszkać tutaj za mną- zrobił szczególny nacisk na ze mną- a po drugie, mam dla ciebie propozycje- powiedział.
- Jaką?- zapytałam się.
- Słuchaj, ukradłem kiedyś już laskę Harry'emu, na co ona potem się zabiła- przeszedł mnie dreszcz- no i wiesz, powiedziałem Harry'emu, że jeśli chce cię odzyskać ma odejść z One Direction i napaść na bank, a że jest taki głupi to to zrobi- powiedział sie śmiejąc.
- Co, on nie może tego zrobić załamie się- powiedziałam chodząc po pokoju, na co chłopak cały czas się na mnie patrzył.
- Dlatego tu jesteś ty- mówił, na co ja uniosłam pytająco brwi- wiem, że nie chcesz żeby to zrobił, więc teraz do niego zadzwonisz i powiesz, że z tobą wszystko dobrze i chcesz ze mną być, no i że nie chcesz mieć z nim nic wspólnego- mówił, a ja byłam w coraz większym szoku.
- W jakim sensie chce być z tobą?- zapytałam się.
- No wiesz- chłopak podszedł do mnie, siadając obok mnie, położył rękę na moją nogę, przysuwając się do mnie- jednak nie zerwałem z tobą więc nadal jesteś moją dziewczyną. To jak dzwonisz do niego czy nie?
- Tak- powiedziałam stanowczo, bez zastanowienia, nie mogę pozwolić żeby stracił to co kocha- muzykę, zespół.
- Grzeczna dziewczynka- powiedział, a z kieszeni wyciągnął MÓJ telefon i padał mi go.
- To co wiesz, co powiedzieć?- na co pokiwałam potwierdzająco głową- tylko, grzecznie, bo jak powiesz coś nie tak to lepiej nie wiedz co ci zrobię- na co przełknęłam gulę w gardle.
Wybrałam numer Harry'ego, chłopaka którego kocham, a teraz muszę go zranić, ale musze to zrobic dla niego, nie może stracić swojej drugiej miłości- muzyki. Słyszę sygnał, kolejny i jeszcze jeden i nagle słyszę ten jego piękny zachrypły głos.
- Wiki, to ty, halo?- mówił zaniepokojony.
- Tak, Harry to ja- mówiłam spokojnie.
- Wszystko dobrze?- mówił z troską w głosie.
- Tak, Harry, tylko proszę cię nie próbuj mi pomagać, nie dzwoń do mnie, odczep się od mojego życia, zajmij się swoim życiem gwiazdy. A i jeszcze jedno nie kocham cię, jestem z Mike'em i zostaw nasze życie w spokoju. Cześć.- mówię na co chce mi się płakać.
- Ale...- nie zdążyłam nic usłyszeć, bo się rozłączyłam.
                                                        ***
Harry's POV:
Nie wierzę, dlaczego tak mnie potraktowała. Mogła udawać, że mnie kocha? Nie to nie możliwe. Siedzę właśnie w swoim pokoju, na łóżku, nie mając pojęcia co z tym zrobić. Nie, no ja znam Mike'a pewnie on kazał jej to zrobić. Nie muszę, rezygnować z zespołu z muzyki przez te 2 miesiące dam radę ją od niego odzyskać. Dam radę. Nie pozwolę mu jej skrzywdzić.
-Muszę sie iść napić- powiedziałem sam do siebie i wyszedłem z pokoju.
                                                      ***
Wiktoria POV:
Właśnie siedzę z Mike'em, tak niestety z nim w jego pokoju, a teraz i w moim. Chłopak siedzi blisko mnie obejmuje mnie ramieniem i przytula, gładzi moje włosy. Nie wiem, nie rozumiem jak może ktoś mieć dwie twarze. Z jednej strony jest troskliwy, miły, tak jak teraz. A z drugiej strony jest zwykłym chamem.
Nagle chłopak poderwał sie z kanapy, podszedł do dużej szafy znajdującej się z rogu. Wyciągnął z niej czarną, krótką, obcisłą sukienkę i czarne bardzo, ale to bardzo wysokie szpilki. Podszedł do mnie, podał mi wyciągnięte rzeczy. Tylko dlaczego?
- Trzymaj, idź do łazienki, przygotuj się bo idziemy na imprezę do mojego znajomego. Muszę się tobą pochwalić- powiedział i nagle pocałował mnie w policzek.
Szybko pobiegłam do łazienki, zamknęłam za sobą drzwi i zjechałam po nich na podłogę.


Autor: Payne *.*
No, piszcie jak wam się podoba ? Co myślicie o tym, czy Wiki postąpiła dobrze?
15 komentarzy = nowy rozdział dopiero w piątek
 Wiecie skończyły się ferie, niestety..... Trzeba wrócić do rzeczywistości, szkoła...

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 36

- Naprawdę chcesz wiedzieć?- zapytał się na co serce podeszło mi do gardła.
- Tak- szepnęłam
- Nie jestem w żadnym gangu, Wik- cmoknął mnie w policzek, uśmiechając się przy tym- Czemu tak pomyślałaś?- zapytał. Mam powiedzieć mu prawdę? Cholera, a jak pobije się z Harry'm? Na szczęście do chłopaka, zadzwonił telefon- później mi powiesz- pocałował mnie jeszcze raz i wychodząc odebrał telefon. Moja niepohamowana ciekawość, kazała mi podsłuchać rozmowę.- Taa, już jadę...  przygotujcie towar...tak i przyprowadźcie White- głos robił się coraz bardziej niewyraźny. Jaki towar? Jaki White do jasnej cholery? Wiki nie rób tego, wiesz, że wpadniesz w kłopoty mówiła mi moja podświadomość
- Pieprzyć to- powiedziałam sama do siebie i wyszłam z pokoju, a następnie na parking, gdzie Mike wsiadał do swojego auta. Nie zauważalnie wsiadłam do samochodu Sam. Tak dała mi zapasowe kluczyki. Chłopak ruszył a ja pojechałam za nim. W końcu muszę dowiedzieć się prawdy.

Harry's POV:

- Co ty taki wesoły?- zapytał mnie Liam, przysiadając się obok mnie na kanapie. Uśmiechnąłem się tylko do niego. Właściwie nie wiem czemu tak się cieszyłem. Może dlatego, że Wiki dowiedziała się prawdy, albo że spędziłem z nią wczoraj wieczór. Sam nie wiem, ona daje mi takie szczęście.
- Jedno imię, które mówi samo za siebie. Wiktoria- zaśmiał się głośno Louis, siadając na przeciw mnie.
- Eleunor nie była zła?- zapytałem unosząc brwi
- No wiesz, był wykład, ale po za tym nic innego- uśmiechnął się.
- Hej, słuchajcie- klasnął w dłonie Malik- dostałem sms od Perrie i jest zajebista impreza, wybieram się tam z nią, idziecie z nami?- zapytał przyglądając się nam wszystkim.
- Ja jestem za- odezwał się Liam, a Niall potwierdził skinieniem głowy
- A wy?- zwrócił się do mnie i Tomlinsona. Kiedy szatyn chciał coś powiedzieć, wyprzedziłem go.
- Mamy do pogadania, więc nie- Louis spiorunował mnie wzrokiem, a ja tylko wzruszyłem ramionami.
- Dobra chłopaki, to jedziemy- westchnął Zayn i wstał, a chłopaki poszli w jego ślady- To, cześć- pomachali i wyszli.
- Dzięki, ominęła mnie zabawa- wydymał wargi i spojrzał na mnie, gniewnym  wzrokiem.
- Stary, musiałem z tobą pogadać na osobności- wyjaśniłem
- Hej, hej, hej może najpierw jakaś gra wstępna co?- zachichotał, na co wywróciłem oczami.
- Wiesz o co mi chodzi- spojrzałem na niego.
- Jak zareagowała?
- Nie ukrywała, że był to dla niej szok- westchnąłem- Ale może dotarło do niej, z jakim chujem się spotyka- syknąłem, na samo wspomnienie, kiedy widziałem ich razem w szpitalu.
- Napijemy się?- zaoferował wstając do barku.
- Według ciebie, alkohol to odpowiedź w każdej sytuacji?- zapytałem ze śmiechem, podchodząc do niego.
- Nie. Kiedy chodzi o Elke, to nie- zaśmiał się i nalał sobie i mi whisky.

Wiktoria POV:

Mike, zaparkował przed jakimś starym , opuszczonym magazynem, zaś ja ustałam samochodem kilkanaście metrów od niego. Te wszystkie programy detektywistyczne, teraz się przydają. Powoli wysiadłam z auta i kierowałam się za chłopakiem. Ustałam za ścianą i wychyliłam głowę, aby zobaczyć co tam się dzieje. Był tam Mike, i jakichś dwóch kolesiów, ubranych a czarno, z wieloma tatuażami na rękach. O cholera, oni mają broń. Harry miał rację. Miał cholerną rację. Już widzę jego irytujący uśmiech, kiedy będę przyznawać mu słuszność. Moje rozmyślania przerwały jęki jakiegoś mężczyzny. Spojrzałam w tamtą stronę. Następnych dwóch osiłków, ciągnęło związanego, pobitego faceta i rzucili go pod nogi Mike'a. Wiki uciekaj do jasnej cholery! krzyczała moja podświadomość, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Stałam ukryta za ścianą i przypatrywałam się tej całej sytuacji. Mike zaśmiał się i ukucnął przed poobijanym człowiekiem, zaczął mu coś mówić, ale z tej odległości nic nie słyszałam. To musiał być ten White, tylko co chce od niego Mike? Chłopak wstał i wyciągnął zza spodni pistolet. To była ta rzecz, którą wyciągał z szuflady.Wycelował prosto w głowę mężczyzny a po chwili nacisnął spust. Bezwładne ciało człowieka upadło na ziemię. O Boże. Szybko zakryłam dłonią usta, a po moich policzkach spłynęły łzy. Dlaczego tego nie przerwałam? On nie żyje, i to przeze mnie. Zaczęłam się cofać, ale wpadłam na coś, a raczej na kogoś.
- Zgubiłaś się, królewno?- usłyszałam za sobą gruby, męski głos. Odwróciłam się i ujrzałam przed sobą, umięśnionego mężczyznę
- Właśnie, miałam już iść- powiedziałam i za chwilę zaczęłam uciekać, ale poczułam jak ktoś, łapie mnie za biodra i przyciska moje plecy do swojego torsu. Wyrywałam się ale kiedy, poczułam metal przy mojej szyi, momentalnie zesztywniałam.
- Jeśli jeszcze raz się kurwa ruszysz. Rozjebie cię tą, śliczną główkę. Zrozumiano?!- krzyknął a ja lekko przytaknęłam ruchem głowy.- Grzeczna dziewczynka, a teraz chodźmy do szefa- zaśmiał się a ja, już wiedziałam do kogo idziemy.- Hej patrzcie, jaką laseczkę znalazłem- wydarł się mój napastnik, kiedy byliśmy już blisko pozostałej ekipy. Wszyscy się odwrócili, a ja ujrzałam twarz Mike'a. Wyrażała ona mieszankę złości,zaskoczenia i radości.
- Zostaw mnie!- znów próbowałam się wyrwać, momentalnie przypomniały mi się lekcje samoobrony, uderzyłam łokciem, w brzuch mężczyzny za mną i wyswobodziłam się z jego ucisku. Moja wolność nie potrwała długo, ponieważ moja twarz została zasłonięta jakąś ściereczką, a ramiona przez czyiś, żelazny uścisk
- Już spokojnie kochanie, wszystko będzie dobrze- wyszeptał mi do ucha Mike,a ja zaczęłam coraz bardziej słabnąć, moje powieki stawały się coraz cięższe, aż w końcu nie widziałam już nic.

                                                                        ***
Otworzyłam oczy, próbowałam je przetrzeć, ale moje nadgarstki były związane przy jakiejś rurze,a usta zakryte taśmą. No po prostu  lepiej być nie mogło. Zostałam porwana i to przez własnego chłopaka, a raczej byłego chłopaka.Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Był to zwyczajny pokój, ze stołem i czterema krzesłami, a za nimi był kominek i kanapa. Próbowałam rozerwać sznur ale nic z tego. Nagle do pokoju wszedł, nikt inny jak Mike. Uśmiechnął się do mnie lekko i ukucnął przy mnie.
- Wiem, że pewnie teraz się boisz, ale nie ma czego- pogładził mój policzek, a ja się odsunęłam- Mogę się założyć, że Harry ci o tym powiedział- spojrzał mi głęboko w oczy, które były ciemne i straszne.- Jednak to prawda, że historia lubi się powtarzać- puścił mi oczko i wstał. Historia lubi się powtarzać? Co on ma na myśli.Patrzyłam na niego. Wyciągnął telefon i wykręcił do kogoś numer.- Halo...tak, ja też się cieszę, że cię słyszę... Zgadnij, kto wpadł do mnie z wizytą... Taa, właśnie na nią patrzę- zaśmiał się, a ja wiedziałam z kim rozmawia- Harry, ta historia się powtarza... tylko, że w Wiktorii jest coś innego- zbliżył się do mnie i pogładził mój policzek- Jest wyjątkowa i mam na nią ochotę- wytrzeszczyłam na niego oczy a on tylko cmoknął ustami w powietrzu i znów wstał.

Harry's POV:

- Tylko ją kurwa tkniesz- zagroziłem, krążyłem po salonie, co chwilę przeczesując włosy-Zabiję cię gnoju...  powiedziałem, że masz jej nie dotykać!- wydarłem się do słuchawki. Louis siedział na kanapie z głową w dłoniach co chwilę na mnie patrząc- Czego chcesz?- poddałem się w końcu- Ile?... Jak to pieniądze cię nie obchodzą?- Nie wierzyłem, w co ten dupek ze mną gra?- Nie zrobię tego...Ale to moi przyjaciele... Nie, zostaw ją!... okey, daj mi dwa, trzy dni- westchnąłem i rozłączyłem się.
- Na co ty się zgodziłeś chłopie- Louis wstał i podszedł do mnie.
- Muszę odejść z One Direction, i napaść na bank z jego kumplami- usiadłem zrezygnowany na kanapie, chowając twarz w dłoniach.
-Kurwa, Harry, on chce ci rozpieprzyć życie. Nie pozwól na to- usiadł obok i poklepał mnie po plecach
- Powiedział, że jeśli tego nie zrobię, to on załatwi Wiktorię jeszcze gorzej niż, Sashę.

*Początek retrospekcji*

Siedzę na ławce czekając na piękną, wysoką brunetkę o imieniu Sasha. Tak na prawdę, była moją pierwszą poważną dziewczyną w końcu oboje mieliśmy po 16 lat. Na reszcie, stanęła przede mną  z szerokim uśmiechem. Wstałem i podałem jej różyczkę, którą wzięła i pocałowała mnie.
- Widzę, że jak zawszę punktualny- cmoknęła mnie w polik.
- Tak, dla ciebie zawsze- zarumieniłem się na co dziewczyna zachichotała.
- Uwielbiam jak się rumienisz- ująłem ją za rękę i razem ruszyliśmy w stronę parku, gdzie światła latarni rozjaśniały ciemność. Cała sceneria była bardzo romantyczna. To był ostatni dzień, spędzony z moją ukochaną.

                                                                          ***
- Pamiętaj to taki rodzaj gry- zaśmiał się, przebiegle Mike
- To moja dziewczyna, kocham ją- mówiłem
- Taka szkoda, że ona robi z ciebie idiotę- zaśmiał się jeszcze głośniej
- Nie wierzę ci.
- Mówię, ci że się ze mną przespała- krzyknął
- To czyli jesteście siebie warci- poczułem ukłucie w sercu, dlaczego ona to zrobiła?
- Nie, to nie tak. Musimy trzymać się razem- położył swoją rękę na moim ramieniu-Jesteśmy przyjaciółmi.  Pieprzyć jakąś tam dziwkę
- Nie mów tak o niej- krzyknąłem- Nazywasz się moim przyjacielem, a przespałeś się z moją dziewczyną. Zawsze mi wszystko zabierałeś!- patrzeliśmy sobie prosto w oczy- Zabawki w podstawówce, zwalałeś na mnie winę w szkole, ciągle musiałem świecić za ciebie oczami, kiedy nie było cię w szkole, sprzątnąłeś mi każdą dziewczynę z przed nosa, a kiedy już jakąś znalazłem, to ty musiałeś się z nią pieprzyć!- dałem upust mojej złości i smutkowi.- I wiesz co, wybaczę jej to, ponieważ ja wiem co to znaczy miłość- wysyczałem- a ty tego nigdy nie doświadczysz- odwróciłem się na pięcie i poszedłem prosto do domu.
-Zobaczysz, zniszczę was oboje!- krzyknął Mike.

                                                                           ***

Przez kilka dni, Sashy nie było w szkole, nie odbierała moich telefonów, ani nie odpisywała na sms-y. Strasznie się o nią martwiłem. Kiedy minął tydzień, postanowiłem, że pójdę ją odwiedzić. Stałem przed drzwiami jej pięknego domu i po chwili zapukałem. Po minucie, która trwała na prawdę długo, drzwi otworzyła mi jej matka, bardzo ją lubiłem i z resztą ona mnie również- Dzień dobry pani Morgen, czy jest może Sasha?- zapytałem z promiennym uśmiechem.
- Oh, Harry- jej oczy się zaszkliły i po chwili mocno mnie do siebie przytuliła
- Proszę pani, co się stało?- zapytałem zdezorientowany tą sytuacją.
- Wejdź- powiedziała i wpuściła mnie do środka- Posłuchaj mnie chłopcze, lepiej usiądź- pociągnęła nosem, co się dzieje? Zająłem miejsce na kanapie i patrzyłem wyczekująco na wyjaśnienia.
- Sasha...- z jej oczu poleciały łzy-...popełniła samobójstwo dwa dni temu- szlochała a ja nie wierzyłem w jej słowa, siedziałem z otwartą buzią a w moich oczach pojawiły się łzy.
- To nie możliwe- powiedziałem w końcu wstając z siedzenia.
- Tak mi przykro, wiem że się kochaliście- cały czas płakała i przytuliła mnie, a ja szybko wybiegłem  z domu, pozwalając, aby z moich oczu popłynęły niekontrolowane łzy, ukucnąłem i schowałem twarz w dłoniach. Dlaczego to zrobiła? To jedno pytanie, było w mojej głowie. Już nigdy z nią nie porozmawiam, nie pocałuję, nie dotknę. Dlaczego?Dlaczego?Dlaczego? A potem przypomniały mi się słowa Mike"Zobaczysz, zniszczę was oboje". Zniszczył ją, a teraz zostałem mu tylko ja. Wiedziałem też jedno, nigdy już się nie zakocham, bo następnej straty bym nie przeżył.

*Koniec retrospekcji*

- Nie mogę jej stracić, Lou- na wspomnienia o mojej dawnej miłości, zaszkliły mi się oczy- Kocham ją
- Nie martw się, coś wymyślimy. Jestem z tobą brachu- poklepał mnie po plecach z lekkim uśmiechem.
- Louis?- chłopak spojrzał na mnie wyczekująco- Masz kontakt ze swoim, kumplem co pracuje w strzelnicy?- zapytałem.
- Taaa, mieszka nie daleko...-przerwał i spojrzał na mnie ze strachem w oczach- Harry, co ty znowu wymyśliłeś?
- Będę grał, na jego zasadach- odparłem,a chłopak zamarł.


Autor: Styles xx

Nowy rozdział już dziś. Ale się porobiło co? Jak myślicie, co wymyślił Harry? 15 komentarzy i następny rozdział w niedziele <3

Wesołych walentynek <3

                                 

środa, 12 lutego 2014

Rozdział 35

-Jest członkiem gangu-stanęłam jak wryta, jego wypowiedź zmroziła mi krew w żyłach. Mike w gangu? Co życie jeszcze mi przygotowało?
Jak to ON w gangu, Mike to nie możliwe- mówię sobie w myślach krążąc po szpitalnej sali, zastanawiając się nad słowami loczka. Przecież, taki miły chłopak jak ON, nie mógł być w gangu. Zawsze sobie wmawiałam, że gangi to tylko są w tych wszystkich filmach, ale nie naprawdę. Na dodatek, tam zawsze byli niegrzeczni, wytatuowani chłopacy.Mike tam zupełnie  nie pasuje. Moje rozmyślania i ciągłe krążenie po pokoju, przerwał zachrypły głos.
- Wiki, wszystko dobrze?- wtedy spostrzegłam, że w sali nadal stoi Harry, z zatroskaną miną.
- Taaa, pewnie wszystko jest w porządku- skłamałam, chciałam żeby sobie poszedł.
- Nie kłam, myślisz, że tego nie widzę?- zapytał sie trochę sarkastycznie, jednak nie umiem kłamać.
- No, dobra nie jest w porządku, okej?- na co uśmiech triumfalny pojawił się na jego twarzy- Powiedziałam, tak żebyś sobie poszedł, chce zostać sama- powiedziałam stanowczo, na co on nadal się uśmiechał jak jakiś głupek- Co się tak śmiejesz jak głupi do sera?- zapytałam  zdezorientowana.
- No wiesz, trzeba cieszyć się z życia- na co uniosłam  pytająco brwi- A tak na serio, to chciałbym tu zostań, masz bardzo słodką piżamkę- na co wskazał palcem na moją piżamę w serduszka, natomiast moje policzki pokryły się czerwienią.
- Dobra, Harry przegiąłeś, wypad stąd- powiedziałam, po czym podeszłam do niego, położyłam ręce na jego klatce piersiowej, która pod moim dotykiem zaczęła poruszać się o wiele szybciej, zaczęłam, to znaczy próbowałam popchnąć, go w stronę wyjścia, nie wyszło mi to tak jak sobie wyobrażałam. Moje kolejne próby, spotkały sie tylko ze śmiechem chłopaka.
- Harry, proszę cię chce zostań sama- powiedziałam, miałam  dosyć siłowania się z nim.
- No dobra niech ci będzie- powiedział podchodząc do drzwi- albo wiesz co, nie, zostanę tu, ale obiecuję, że jak zaśniesz to sobie pójdę- mówił znowu głupio się uśmiechając.
- A skąd będę wiedziała, że sobie poszedłeś, skoro będę spać, hmmm?
- No wiesz musisz mi zaufać na słowo. Zaufasz mi?
- No dobra, niech ci będzię, ale jak zasnę wychodzisz, okej?- zapytałam się siadając na moje niewygodne, szpitalne łóżko. Wolałam się upewnić.
- Słowo harcerza- powiedział siadając na łóżku obok. A ja myślałam o tym żeby jak najszybciej iść spać, ale to mówił mój rozum, a serce zupełnie co innego. Dlaczego miłość jest taka trudna? Czy ja właśnie przyznałam się do tego że kocham Harry'ego? Bożę, co się ze mną dzieję? Moje wewnętrzne rozterki przerwał głos zielonookiego.
- Skąd wiedziałaś, że przyjdę?
- Co?- nie wiedziałam o co mu chodzi, z resztą jak zawsze.
- No wiesz masz na szafce moje ulubione czekoladki- powiedział ciągle głupio się uśmiechając. Boże jak on mnie wkurza.
- A chcesz, to sobie zjedz. I to nie ja, je kupiłam. Są od Cloe - powiedziałam kładąc się pod kołdrę.
- Co?! Co ona tu robiła?!- dało się usłyszeć w jego głosie złość i juz po chwili jego ciało znalazło się nade mną.
- Oj, Harry wyluzuj, daj mi spać- powiedziałam ziewając.
- Powiedz mi co ona tu robiła? Wiki proszę, halo, słuchasz mnie?
                                                  ***
Harry's POV:
Mówiłem do niej przejęty, a ona tak po prostu sobie usnęła... nie wierzę. Jednak gdy zobaczyłem, jak słodko śpi, moje myśli opuściły temat Cloe, a znowu zaprzątnęły myśl o NIEJ. Dlaczego ona tak na mnie działa? Dlaczego miłość jest taka skomplikowana? O nie znowu mówię, że ją kocham, a ona mnie nie chcę.
Przybliżyłem się do niej, gdy zobaczyłem jak słodko śpi, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Moja głowa znalazła się niżej, i złożyłem na jej ustach krótki, ale bardzo czuły pocałunek.
- Słodkich snów, królewno. Nawet nie wiesz jak cię kocham.- wyszeptałem gładząc ja po policzku. Po czym opuściłem jej salę i wróciłem do domu.
                                                   ***
Wiktoria POV:
Nie wiem, co myśleć o tym, co wydarzyło się przed chwilą. Harry myślał, że śpię, ale tak nie było. Ten pocałunek przypomniał mi wszystko co do niego czułam. Po chwili jednak zasnęłam śniąc o Harry'm.
                                                  ***
Ranek, dzisiaj nareszcie wychodzę ze szpitala. Właśnie wróciłam z łazienki, a na łóżku siedział Mike. Gdy go zobaczyłam od razu przypomniały mi się słowa Harry'ego.
- Hej, piękna- chłopak podszedł do mnie, próbując mnie pocałować, jednak się uchyliłam.- Coś, nie tak?- zapytał się.
- Nie po prost, trochę mi nie dobrze- miejmy nadzieję, że on uwierzy w moje kłamstwo.
- Może mam iść po lekarza?
- Nie, no coś ty, wystarczyły mi te 3 dni tutaj- powiedziałam, podeszłam do łóżka i wzięłam torbę, podając ją od razu Mike'owi. Wyszliśmy z sali, miałam już wypis, więc mogliśmy wracać do akademika. Gdy wyszlismy ze szpitala, weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy w ciszy do akademika.
                                             ***
Weszliśmy do środka. Mike położył moja torbę na podłogę. Na co ja od razu rzuciłam się na łóżko, bardzo za nim tęskniłam.
- Potrzebujesz czegoś?- zapytał się chłopak podchodząc do swojej szafki, wyciągając z niej coś i szybko chowając do kieszeni.
- Nie, raczej nie- powiedziałam, myśląc nad tym co takiego schował.
- No, to dobra, Ja wychodzę- powiedział podchodząc do drzwi. Jednak ja byłam szybsza i złapałam go za ramię.
- Musimy porozmawiać- powiedziałam stanowczo, na co chłopak sie odwrócił spoglądając na mnie pytającym wzrokiem- Jesteś w gangu?- zapytałam się wprost, na co jego oczy pociemniały a mięśnie się spięły. 
- Co? Skąd ci to przyszło do głowy?- zapytał się ze śmiechem.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie- postanowiłam być silna. Po moje wypowiedzi chłopak przybliżył się do mnie, na co moje serce zaczęło bić szybciej.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?- zapytał się na co serce podeszło mi do gardła.




Autor: Payne :)
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Nawet nie wiecie, jak się cieszymy mamy już ponad 5000 wyświetleń, a to tylko dzięki wam. DZIĘKUJEMY <3
Piszcie co o tym myślicie, uważacie że miłość Wiktorii i Harry'ego przetrwa?
Więc jeśli będzie 15 komentarzy nowy rozdział w piątek *.*
KOCHAMY WAS <3

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 34

Harry's POV:

Dziś, specjalnie dla niej, kupiłem bukiet, czerwonych róż. Wolnym krokiem kierowałem się do sali w której leżała. To co zobaczyłem podniosło mi ciśnienie. Leżała na łóżku, z tym pieprzonym Mike'm, wtulona w jego tors, i do tego jeszcze się całowali. To ja chciałem być tym, który będzie ją całować, przytulać, dawać radość i poczucie bezpieczeństwa. Szczerze mówiąc zabolało mnie to co widziałem przed sobą. Jak na rozkaz Wiktoria odkleiła się od chłopaka, który po chwili stał już na podłodze, obok łóżka.
- Harry, zapomniałam, że miałeś przyjść- spojrzała na mnie, przeczesując swoje włosy.
- Nie miałem zamiaru wam przerywać- wysyczałem przez zęby, patrząc z pogardą na Mike'a.
- Muszę ci coś powiedzieć- bawiła się swoimi palcami- Jak już zdążyłeś się domyśleć, ja i Mike jesteśmy razem- Co?! On, nie może mi jej odebrać! Kocham ją. Rzuciłem kwiaty na podłogę i bez namysłu ruszyłem w stronę chłopaka, chwytając go za koszulkę i popchnąłem go na ścianę- Harry, przestań- powiedziała dziewczyna, ale nie posłuchałem jej.
- Czemu mi to, kurwa robisz? Jesteś taki sam, jak kiedyś- On tylko się zaśmiał, na co nim potrząsłem.
- Zmieniłem się- uśmiechnął się i spojrzał na blondynkę.
- Przestań kłamać gnoju!- krzyknąłem
- Harry, proszę- poczułem na moim ramieniu, jej lekką dłoń. Puściłem go i spojrzałem w piękne, niebieskie oczy dziewczyny.
- Wik- próbowałem dotknąć jej policzka, lecz ona odsunęła się.
- To, koniec Harry- wyszeptała, spuszczając głowę.
- Nie rób mi tego- Kocham ją. Do jasnej cholery, po raz pierwszy w życiu, czuję takie coś do dziewczyny. Nie mogę jej stracić, jest dla mnie jak powietrze. Bez niej, nie istnieje.
- Tak będzie lepiej. Dla mnie i dla ciebie- spojrzała na mnie- Zapomnijmy o sobie.
- Nigdy tego nie zrobię- pokręciłem głową.
- Jestem szczęśliwa, Harry.- Te słowa, mnie dobiły.
- Zawsze będę, na ciebie czekać- wyszeptałem jej do ucha i bez słowa pożegnania opuściłem pomieszczenie.

                                                                          ***
- Muszę ją odbić- siedziałem z Louis'em, w domu od godziny pijąc whisky. Mu mogłem powierzyć moje problemy,smutki i tajemnice.
- Stary- położył mi rękę na ramieniu-Na tego gnojka, musi być jakiś haczyk.
- Dla mnie, jest takim samym dupkiem co kiedyś, ale nic na niego nie mam- wypiłem następną szklankę z alkoholem.
- A coś ci powiedział? - spytał
- Twierdzi, że się zmienił, w co bardzo wątpię- prychnąłem.
- Pomyśl  logicznie Harry- zmrużył oczy i wyglądał jakby był jakimś filozofem.- Tacy, jak on nie zmieniają się od tak- pstryknął palcami- Co robił, jak się z nim zadawałeś?- spytał, przypatrując się mi z uwagą.
- ćpał, zaliczał laski, i zawsze robił mi na przekór, lecz twierdził, że to tylko zabawa- odpowiedziałem,
-Mhm- Lou podrapał się w brodę, myśląc przez chwilę, aż w końcu jego wzrok spotkał się z moim.- Czym się zajmował?
- Poczekaj, niech sobie przypomnę- Właśnie, gdzie ten dupek pracował? Mówił mi kiedyś, ale cholera, wyleciało mi z głowy. A tak już wiem. O kurwa. Z przerażeniem spojrzałem na chłopaka, który przyglądał mi się z ciekawością- Wiktoria jest w niebezpieczeństwie.

                                                                        ***
- Cholera, Hazz. Jest 3 w nocy. Ona śpi - Louis trzymał mnie w miejscu.
- Kurwa Lou. Wiesz co się stało tamtej dziewczynie?!- krzyknąłem, próbując się wyrwać.
- Wiem mówiłeś, ale Wiktoria o niczym nie wie, więc na razie jest bezpieczna- próbował mnie uspokoić.
- Znając jej ciekawość, szybko się dowie- wywróciłem oczami.
-Jutro do niej pójdziesz i wszystko jej powiesz, ale teraz proszę cię, idź spać- jęczał, mrużąc oczy. Chyba miał rację, pójdę do niej jutro. Pewnie ,jak bym teraz pojawił się u niej, wygoniłaby mnie zanim zdążyłbym się przywitać.
- Okey- westchnąłem, przeczesując loki z czoła- Dzięki- posłałem mu lekki uśmiech.
- Do usług. A teraz chodźmy spać. Jak Elka, zobaczy mnie jutro na kacu, nie będzie ciekawie- zaśmiał się- To dobranoc- poklepał mnie po ramieniu i kierował się w stronę schodów.
- Dobranoc- odpowiedziałem a chłopaka już nie było. Zazdrościłem mu tego, że miał dziewczynę z którą, najprawdopodobniej się ożeni, będzie miał dzieci. Że ma kogoś, kto go kocha, ufa mu, polega na nim. Uhh, chcę mieć taką osobę, chcę mieć Wiktorię, i muszę ją chronić. Po namysłach i opróżnieniu whisky ze szklanki, udałem się do swojego pokoju, gdzie rzuciłem się na łóżko i szybko zasnąłem, śniąc o mojej ukochanej.

Wiktoria POV:

Promienie słońca wybudziły mnie ze spokojnego, błogiego snu. Przeciągnęłam się leniwie na łóżku, ziewając przy tym. Słońce. Ono zawsze poprawi mi humor,a w Londynie, ciężko o takie właśnie dni. Z chęcią założyłabym teraz sportowe buty, dres, i pobiegałabym słuchając piosenek, ale cóż lekarze raczej mi na to nie pozwolą.Jeszcze jeden dzień, wytrzymasz Wik. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na zegarek. 9:50. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Miałam nadzieje, żeby nie był to Harry.
- Proszę- powiedziałam. To nie był on, to była jego zdzirowata dziewczyna. Złość rozsadzała mnie od środka.Ona ma czelność się tu jeszcze pokazywać i niszczyć mój dobry nastrój.- Czego chcesz?- zapytałam chłodno.
- Chciałam, przeprosić- głowę miała spuszczoną, a w dłoniach trzymała pudełeczko z czekoladkami.
- Harry, kazał ci przyjść?- skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Nie, my zerwaliśmy- odpowiedziała pół szeptem.
- Więc...- westchnęłam
- Jest mi na prawdę przykro. Nie chciałam tego zrobić- zbliżyła się do mnie i usiadła na krzesełku obok łóżka. Teraz zobaczyłam, że nie ma na sobie tyle "tapety" i samoopalacza. Bez tych pierdołków jest nawet ładna.
- Gdybyś tego nie chciała, to byś tego nie zrobiła- wskazałam na plaster na mojej głowie, na co dziewczyna ponownie spuściła głowę.- Dlaczego?- spytałam.
- Doprowadzałaś mnie do szału.- przyznała cicho.
- Ja? Co takiego robiłam?- pytałam.
- To ty nic nie wiesz?- spojrzała na mnie z niedowierzaniem- Harry cały czas oglądał twoje zdjęcia, nie chciał ze mną sypiać, a kiedy pojawiałaś się obok...- westchnęła-... był zajęty tylko tobą- spojrzała na mnie, w jej oczach widniał ból- Próbowałam go w sobie rozkochać, myślałam, że będzie dobrze, ale on kocha ciebie, i ani ja ani nikt inny tego nie zmieni- Odłożyła czekoladki na szafeczkę i wstała. Patrzyłam na nią z otwartą buzią. Nie wiem co bardziej mnie zaskoczyło. Jej skrucha czy fakt, że Harry o mnie myślał. Moje rozmyślania przerwał cichy głos dziewczyny- Mam nadzieje, że kiedyś ktoś pokocha mnie, tak jak Harry kocha ciebie- uśmiechnęła się lekko i wyszła, zostawiając mnie w szoku.

                                                                         ***
Przez następnych parę godzin nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego.Mike'a nie było, lekarz sprawdził mój stan, pielęgniarki przyszły odczepić mi kroplówkę, sprzątaczki zmywały podłogę. Dzień jak co dzień. Westchnęłam głośno, wstałam z łóżka i podeszłam do okna, siadając na parapecie. Obserwowałam lecące ptaki, ludzi którzy spacerowali ze swoją druga połówką, samotników karmiących gołębie, bawiące się dzieci. Zwyczajne, beztroskie życie, w którym nie ma się zmartwień, i obowiązków. Tak bardzo tęsknie za tymi latami. Ale niestety, nie da się cofnąć czasu. Westchnęłam, i kiedy miałam wracać do łóżka, bez ostrzeżenia do pokoju wparował Harry.
- Co ty tu robisz?- spytałam, myślałam, że po wczorajszym odpuści sobie.
- Musimy pogadać- zmierzał w moim kierunku. Jego twarz była poważna a ton głosu zdecydowany.
- Nie mam ochoty- Stał przede mną.
- Proszę cię, musisz mnie wysłuchać- mówił.
- Harry, proszę, odpuść sobie- próbowałam go wyminąć, lecz on zatrzymał mnie w miejscu, łapiąc za ramiona.
- Chodzi o Mike- powiedział, a we mnie momentalnie się zagotowało.
- Nie Harry, on się zmienił, i nie wierzę ci- spiorunowałam go wzrokiem, a on zacisnął szczękę.
- Kurwa, Wiktoria ty, czegoś nie wiesz- wysyczał przez zęby,z zamkniętymi oczami, jak by ten gest miałby go uspokoić.
- Mówimy sobie wszystko- powiedziałam, na co chłopak spojrzał na mnie.Oparł ręce po obu stronach mojej głowy, uniemożliwiając mi drogę ucieczki oraz zmusił mnie abym patrzyła prosto w te zielone tęczówki.
- Wszystko?- zapytał z powagą.
- Tak- odpowiedziałam pewnie.
- To gdzie pracuje? gdzie jest teraz?- przechylił głowę w bok.
- Pracuje razem ze mną w pizzeri,a teraz- zawahałam się-teraz pewnie, jest ze znajomymi.
- Hmm, a pracował zanim załatwiłaś mu pracę?- skąd on o tym wiedział? Przecież ja mu nic nie mówiłam. Uśmiechnął się widząc moje zakłopotanie.
- Nie pracował nigdzie- odparłam.
- Aha i pewnie, nie wracał na noc?- zapytał z pewnym uśmiechem. Przypomniałam sobie pierwszą noc w akademiku, kiedy to Harry napadł na mnie, Mike nie było. Później, tego feralnego dnia, kiedy trafiłam do szpitala nie było go w nocy i w dzień. Cholera, do czego zmierza Harry?- No i nasuwają się dwa pytania. Gdzie on w tedy był? I Skąd Harry to wie?-  zaśmiał się i spojrzał na mnie z satysfakcją wymalowaną na twarzy.
- Skończ te gierki, i powiedz mi w końcu, o co ci chodzi- męczyło mnie to powoli.
- Musisz z nim zerwać- uśmiech znikł z jego twarzy, a zastąpiła go kamienna twarz.
- Przez to, że nie wracał na noc?- prychnęłam- Jesteś żałosny.- odepchnęłam go i skierowałam swoje kroki w stronę łóżka.
-Jest członkiem gangu-stanęłam jak wryta, jego wypowiedź zmroziła mi krew w żyłach. Mike w gangu? Co życie jeszcze mi przygotowało?


Autor: Styles xx

Poniedziałek i rozdział :) 15 komentarzy i następny w środę :* Komentujcie <3

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 33

Po chwili upadłam i nie widziałam już nic poza ciemnością.
Otworzyłam lekko i z wielkim trudem oczy. Ukazały  mi się białe ściany, usłyszałam pikanie jakiś maszyn i poczułam wielki ból głowy.
- Ała....- zapiszczałam i dotknęłam ręką głowy. Wtedy też po chwili moim oczom ukazała się twarz Harry'ego. Jeszcze go tu brakowało, pomyślałam i westchnęłam.
- Wiki, wszystko, dobrze?- zapytał, niby z troską w głosie i złapał mnie za rękę.
- Nie, nic nie jest w porządku, boli mnie głowa. A tak w ogóle co ty tutaj robisz?- zapytałam się chłopaka.
- No, wiesz martwiłem się o ciebie i...- nie dokończył, ponieważ do środka wszedł lekarz.
- O widzę, że pani się obudziła. Jak się pani czuje?- zapytał się lekarz w średnim wieku, w dużych okularach, podchodząc do łóżka sięgając po moje wyniki badań.
- No sama nie wiem, bardzo boli mnie głowa- mówiłam.
- O to normalne, bardzo mocno się pani w nią uderzyła, musieliśmy, ją zszyć, miała też pani lekkie wstrząśnienie mózgu. Tylko proszę się nie martwić, wszystko jest już pod kontrolą.- mówił lekarz, co mnie trochę uspokoiło.
- To dobrze, ale kiedy będę mogła stąd wyjść?- zapytałam się.
- Na razie zostawiamy panią na obserwacji, ale jeśli wszystko będzie, dobrze to za 3 dni powinna pani wrócić do domu. A teraz przepraszam, muszę wracać na obchód, ale zajrzę jeszcze do pani, dobrze?- mówił lekarz, a ja pomyślałam, że jest strasznym gadułą.
- Dobrze, dziękuje bardzo panu- powiedziałam, a lekarz wyszedł z sali.
Natomiast ja odwróciłam, głowę w stronę stojącego w sali nadal Harry'ego.
- Harry, mógł byś już iść, chce zostać sama- muszę sie go pozbyć.
- No, ale jak, dlaczego?- zapytał, drapiąc się po karku.
- Proszę.... Harry- powiedziałam z troską.
- No dobra, ale mogę przyjść jutro?- zapytał się z nadzieją w głosie.
- No, dobra, możesz
- Dzięki, to do jutra- powiedział i podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek, a potem wyszedł.
- Nareszcie- gdy Harry wyszedł, wzięłam telefon i wybrałam numer do kogoś, kogo chciałabym teraz zobaczyć.
- Hej, mógłbyś przyjechać do mnie?
                                                             ***
Właśnie czytam sobie gazete, gdy drzwi od mojej sali się otworzyły i ujrzałam tam Mike.
- No co wchodzisz czy nie?- zapytałam się z lekkim śmiechem.
- Taaa, pewnie- Mike wszedł i podszedł do mnie- proszę, to dla ciebie- powiedział i zza pleców wyciągnął różę i pocałował mnie w policzek.
- Dziękuje- powiedziałam.
Chłopak położył się obok mnie, po czym ja mocno się do niego przytuliłam. Bardzo mi tego brakowało.
- I co powiesz mi co ci się stało?- zapytał się gładząc moje włosy.
- No, bo wiesz byłam wczoraj u chłopaków w domu, no i tam była dziewczyna Harry'ego....- opowiedziałam chłopakowi wczorajszą historię.
- Nie wierzę, że mogła zrobić coś takiego. Wiesz on zawsze wybierał nie odpowiednie dziewczyny, nie licząc ciebie oczywiście.
- Przestań, zawsze jak coś mówisz to się rumienie.
- No widzisz, to przeznaczenie, dla nas- powiedział
- Nas?- zapytałam sie.
- No właśnie, chodzi mi o to, że chyba się w tobie zakochuje- powiedział zawstydzony.
- Naprawdę? Wiesz, ty mi tez sie bardzo podobasz- moje policzki pokryły się kolorem buraczka.
 Cały czas patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, jednak przez ten cały czas myślałam o tym, co powiedział mi Harry. Twarz Mike od mojej dzieliły tylko milimetry.
- Nie, wiesz co muszę cię o coś zapytać- powiedziałam na co chłopak trochę się speszył- bo, wiesz chodzi o to, że nadal martwię się tym co wtedy powiedział mi Harry- powiedział na co spuściłam głowę.
- Ej, ej nawet o tym nie myśl, przecież ci już mówiłem, że to było kiedyś- mówił to trzymając mnie za podbródek- kocham cię-powiedział, po czym mnie pocałował.
- Ja ciebie też- powiedziałam na co położyłam sie na jego tors, mocno się przytulając.
Włączyliśmy sobie telewizor i zaczęliśmy oglądać jakiś nudny film, jednak Mike w ogóle nie zwracał uwagi na film, cały czas kątem oka spoglądał na mnie.
- Przestań, stresujesz mnie- powiedziałam i lekko szturchnęłam go łokciem.
- No co, nie moja wina, że nie mogę się oprzeć- powiedziałam i zaczął się śmiać.
- Idiota- powiedziałam na co zrobił minę zranionego szczeniaczka, na co zaczęłam sie śmiać.
- Przeproś- powiedział na co palcem wskazał na swój policzek.
- Hmmm, no dobra przepraszam- pokiwałam lekko głową, przybliżyłam głowę chcąc go pocałować w policzek, jednak w  ostatniej chwili przekręcił głowę i moje usta spoczęły na jego słodkich, malinowych ustach. Po chwili się od siebie oderwaliśmy.
- Ale z ciebie oszust- powiedziałam, i zaczęliśmy się śmiać.
- No dobra nie obrażaj mnie- mówił z obrażoną miną- już późno, czas spać, dobranoc- powiedziałam, na co pocałował mnie w czoła.
- No dobra, ale ty tu zostajesz?- zapytałam się, ziewając.
- No pewnie, ze tak, nie możesz być sama- na co ja uniosłam do góry brwi- spokojnie, położę się na łóżku obok, okej- na co pokiwałam lekko głową- dobranoc, kochanie.
- Dobranoc- powiedziałam i ułożyłam się wygodnie na poduszce, od razu zasypiając.
                                                   ***
Właśnie się obudziłam, bo do sali weszła pielęgniarka, podając mi leki, które przyjęłam z niechęcią. Zmierzyła mi też temperaturę i przemyła moją zszytą głowę.
- Ale ma pani kochanego chłopaka, całą noc tu tak siedzi- powiedziała na co sie uśmiechnęłam, a ona opuściła pokój.
- No nie udawaj, ze śpisz i się tak nie strzeż- powiedziałam do Mike'a, po czym  rzuciłam w niego poduszką.
- No już dobra, nie śpię- chłopak powiedział i usiadł obok mnie na łóżku.
- O Boże, a co z pizzerią? Muszę zadzwonić do szefa- mówiłam sięgając telefon z szafki.
- Spokojnie, już do niego dzwoniłem, mamy wolne na tydzień.
- A dlaczego ty masz wolne, przecież to ja jestem w szpitalu, a nie ty?
- No wiesz, ale ktos musi się tobą opiekować- chłopak położył się obok mnie, i mocno się przytuliliśmy, no i zaczęliśmy się całować. Ale jak zawsze taką piękną chwilę, musi ktoś przerwać i to właśnie akurat ON.

Autor: Payne <3

Dobra, to już 33 rozdział, jak to szybko zleciało.
Więc 15 komentarzy i nowy rozdział będzie w poniedziałek :)
Piszcie co sądzicie o związku Mike i Wiktorii. :*

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 32

Nie tym razem? O co mu chodzi? Spojrzałam na Mike pytającym wzrokiem.- O co mu chodziło?- spytałam chłopaka, wstając.
- Nie ważne- odparł i poszedł.Stałam tam jeszcze jakąś chwilę. Nie odpuszczę mu tak szybko.
- Mike! Wracaj- krzyknęłam ale zatrzymał mnie szef.
- Wiktoria, spisałaś się na medal- uśmiechnął się- Możesz już iść, właśnie zamykamy.
- Dziękuję, a gdzie jest Mike?- zapytałam
- Już pojechał- oznajmił. No ładnie, i teraz będę musiała iść na pieszo. Ten dzień gorszy już być nie może.
- Dziękuję i do jutra- wymusiłam uśmiech i po chwili opuściłam budynek.Na zewnątrz panowała już ciemność. Nie tym razem tak bardzo chcę wiedzieć co kryję się za tymi słowami. Jeśli Mike mi nie powie, pójdę z tym do Harry'ego.
- Wik- o wilku mowa. Odwróciłam się w stronę bruneta.
-Harry? Co ty tutaj robisz?- zapytałam, chłopak po chwili zjawił się przy mnie.
- Czekałem, na ciebie.
- A gdzie ta szma...- ucichłam- Cloe- poprawiłam się.
- Zamówiłem dla niej taksówkę- dobrze jej tak. Uśmiechnęłam się w myślach.
- Wiesz nawet dobrze, że tu jesteś- zaczesałam włosy za ucho- O co chodziło ci, z tym "nie tym razem" do Mike?- zapytałam, a kiedy wypowiedziałam imię chłopaka, Harry zacisnął szczękę i napiął mięśnie.
- Podwiozę cię- wskazał kiwnięciem głowy na swój czarny samochód.- Co tak patrzysz? Myślałem, że potrzebujesz podwózki- zaśmiał się. Nawet w takiej sytuacji, umie być zabawny. Uśmiechnęłam się lekko i usiadłam po stronie pasażera, a chłopak po chwili zajął miejsce obok mnie.- Akademik?- zapytał kiedy odpalił auto.
- Taaa- odpowiedziałam, i ruszyliśmy- Więc... powiesz mi wreszcie?- odwróciłam się w jego stronę.
- Jak zawsze ciekawska- uśmiechnął się, patrząc cały czas na drogę.
- Harry...- już miałam mówić, kiedy mi przerwał.
- Jak już wiesz, byliśmy przyjaciółmi- westchnął- o tym, że ćpaliśmy też już wiesz.- zatrzymał samochód.
- Co się stało?- zapytałam, brunet wysiadł z samochodu i po chwili otworzył drzwi z mojej strony i wyciągnął do mnie dłoń.
- Chodź- powiedział.- Nic ci nie zrobię- zaśmiał się widząc moją minę. No cóż, pewnie sama bym się z siebie śmiała. Ostrożnie podałam mu rękę i wysiadłam z auta.
- Powiedz mi to teraz- powiedziałam.
- Albo ze mną idziesz i ci powiem, albo odwożę cię do akademika i nic nie będziesz wiedzieć- uniósł brwi do góry.
- Cwaniak- prychnęłam- Więc prowadź- odpowiedziałam, moja ciekawość jest ogromna.
- Wiedziałem- zaśmiał się i prowadził mnie przez park, aż do małej polanki, tylko z jednym, wielkim drzewem, które oświetlały dwie latarnie i jedną ławką, na której chłopak usiadł, klepiąc miejsce obok siebie. Usiadłam i wpatrywałam się w Harry'ego.
- Słucham- powiedziałam.
- Kiedyś,on ukradł mi dziewczynę, na której mi zależało- odpowiedział, zaczesując swoje loki do tyłu.- I to w taki sam sposób, w jaki robi to teraz.
- Zaraz. W jaki sposób?- zapytałam.
- Jest dla ciebie miły, potem żali ci się, że to przez niego biorę narkotyki, a później cię ratuję- wstał i westchnął.- Tylko, że to jego gra, pieprzona gra w której zalicza dziewczyny- zacisnął szczękę i spojrzał na mnie.- Nie chcę, żebyś była jego kolejnym trofeum- ukucnął przede mną, cały czas utrzymując ze mną kontakt wzrokowy.
- To nie możliwe, on taki nie jest- nie mogłam w to uwierzyć. Mike nie jest taki jak opisywał mi go Harry.
- Masz prawo mi nie wierzyć, ale uważaj na niego.
- Okey.
- Obiecaj mi to.- Jego zielone tęczówki, wpatrywały się w moje.
- Obiecuję.- odpowiedziałam. Momentalnie chciałam dotknąć jego twarzy, wtopić palce w jego kasztanowe loki, poczuć jego wargi na moich. Czemu on tak na mnie działa? Niekiedy się go boję, gdzie indziej chcę go uderzyć, a za moment całować i pieścić. Wywołuje u mnie tyle sprzecznych emocji, że już sama nie wiem czego tak naprawdę chcę i co czuję.
- Chodź, odwiozę cię- wstał i chwycił mnie za dłoń. Te znajome ciepło, które zniknęło z chwilą wsiadania do samochodu. Całą drogę siedzieliśmy w ciszy.
- Dzięki, za podwózkę- powiedziałam kiedy byliśmy już na miejscu.
- Taa, nie ma za co- uśmiechnął się, chciałam wysiadać ale drzwi były zamknięte, odwróciłam się w stronę bruneta, którego twarz była niebezpiecznie blisko mojej.- Dobranoc- wyszeptał i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Tak mi tego brakowało, ale nie mogę za tym tęsknić, nie mogę tęsknić za nim, a on tym czasem utrudnia mi zapomnienie tego.
- Dobranoc- szybko wysiadłam z samochodu i popędziłam do pokoju. Weszłam do niego, ku mojemu zadowoleniu nie było w nim Mike. Nie wiem jak by potoczyła się nasza rozmowa. Wzięłam szybki prysznic a po nim poszłam spać.

                                                                    ***
- Nie martw się, profesor uwierzył w to, że źle się czułaś- siedziałam w kawiarni razem z Rebeką. Kiedy rano się obudziłam Mike jeszcze nie było, albo już nie było.
- Dzięki za krycie mnie- mrugnęłam do niej na co się uśmiechnęła.
- Okey, chodźmy już- złapała za torbę i razem poszłyśmy do szkoły

                                                                     ***
Siedziałam w pokoju odrabiając lekcję, kiedy do pokoju jak gdyby nigdy nic, wszedł Mike.
- No hej, Wik- mówił z uśmiechem.
- Na wstępie, już ci zapowiadam. Nie będę twoim kolejnym zaliczeniem- wycedziłam przez zęby patrząc na niego.
- O co ci chodzi, aniele- zaśmiał się, i położył na łóżko.Westchnęłam głośno i wróciłam do zadań. Nie mam ochoty na kłótnie.- Powiedział ci o tym?-zaśmiał się-To było kiedyś, zmieniłem się- powiedział.
- Miło mi to słyszeć- odpowiedziałam nie odwracając się do niego.
- Czyli wszystko jest okey?
- Chyba tak- może naprawdę się zmienił, zobaczymy co będzie dalej.
- No to super, a ja wychodzę- usłyszałam jak wstaje z łóżka.
- Znowu? Gdzie?- zapytałam odwracając się w jego stronę.
- Nie wszystko musisz wiedzieć- uśmiechnął się i wyszedł.Nagle zadzwonił telefon. Nie patrząc kto to, odebrałam.
- Halo?- odezwałam się pierwsza.
-Cześć, co robisz?- Był to Niall. Jak ja dawno, go nie widziałam.
- Hej, teraz robię lekcję- zaśmiałam się.
- Zostawiaj to, i wpadnij do nas.
- No nie wiem.
- Nie daj się prosić- wyjęczał
- No, dobra będę za pół godziny- chłopak zaśmiał się i zakończyliśmy rozmowę.
                                   
                                                                      ***
- Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłem- na powitaniu Niall przytulił mnie mocno i cmoknął w policzek.
- Ja też- zaśmiałam się- Są chłopcy?- zapytałam kiedy weszliśmy do środka.
- Wiktoria!- usłyszałam krzyki reszty ekipy prócz Harry'ego, którzy zbiegali po schodach nawzajem się przepychając. Kiedyś zrobią sobie krzywdę.Uśmiechnęłam się do nich. Po uściskach udaliśmy się do salonu, gdzie jedliśmy pizze, gadaliśmy i śmialiśmy się, kiedy do mieszkania weszli Harry i Cloe.
-Ooo, zobacz, kto przyszedł- zapiszczała dziewczyna na co Louis się wykrzywił.
- Wiki, hej- brunet spojrzał na mnie.
- Hej- uśmiechnęłam się słabo.- Wiecie co,pójdę pozmywać- zwróciłam się do chłopców i zaczęłam zbierać naczynia, po chwili byłam już w kuchni.
- Słuchaj- usłyszałam za sobą głos dziewczyny, odwróciłam się w jej stronę- Nie kręć się, koło Harry'ego, musisz zrozumieć, że on jest teraz ze mną- uśmiechnęła się.
- Nie przyszłam tu do Harry'ego, tylko do chłopaków.
- Obie dobrze wiemy, że tak nie jest- oparła się o ścianę bawiąc końcówkami włosów.
- Jesteś żałosna- prychnęłam i kontynuowałam mycie naczyń.
- Jest boski w łóżku... a jak świetnie całuję- śmiała się.
- Puszczalska dziwka- szepnęłam, ale ona najwyraźniej to usłyszała , ponieważ podeszła do mnie.
- Jak ty mnie nazwałaś suko?- była nieźle wkurzona
- Puszczalska dziwka z ciebie, za pieniądze poszłabyś do łóżka nawet ze starym dziadkiem!- wykrzyczałam jej to prosto w twarz, ale mogę sobie dać rękę uciąć, że mogła by to zrobić. Nie spodziewałam się tego co zrobiła. Chwyciła mnie za włosy i uderzyła o róg górnej szafki, która była otwarta. Poczułam ostry ból, a po chwili mokrą substancję na mojej głowie. Spojrzałam na blondynkę, która była zadowolona i jednocześnie przestraszona, po chwili upadłam i nie widziałam już nic poza ciemnością.


Autor: Styles xx

Przepraszam że tak późno :) 15 komentarzy i kolejny rozdział w sobotę :* Co myślicie o tym? Każda wasza wypowiedź jest dla nas ważna, więc prosimy o opinie <3

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział 31

Tydzień później
Cały czas myślę, o pocałunku z Harry'm. Od tego wydarzenia, nie kontaktowaliśmy się ze sobą. Myślę, że powinnam do niego zadzwonić, ale nie wiem co mu powiedzieć. Co powinnam zrobić? Dobra, minął tydzień Wiktoria przestań o tym myśleć...
Zaczynam dzisiaj pracę, w pizzeri. Właśnie wyszłam z łazienki, gotowa, ale i zmęczona i zaspana do pracy.
- Może cię odprowadzę co ty na to?- zapytał się Mike podając mi moją kawę.
- O dzięki, ratujesz mnie, kawa mnie obudzi- upiłam łyk czarnego, gorzkiego płynu- Będzie mi bardzo miło jeśli mnie odprowadzisz- powiedziałam na co oboje od razu się uśmiechnęliśmy.
                                                 ***
Właśnie doszliśmy pod małą knajpkę . Przez całą drogę rozmawialiśmy z Mike'em, dzięki temu dużo się o sobie dowiedzieliśmy. Nie miałam pojęcia, ze pracował kiedyś w kawiarni i robi przepyszną kawę. Juz wiem jak go wykorzystać. Rozmawia nam sie tak jakbyśmy znali się dobre 10 lat.
- Gotowa?- zapytał się chłopak otwierając mi drzwi.
- Chyba tak- powiedziałam i weszliśmy do środka.
W lokalu jak na razie nie było dużo ludzi, ale sie nie dziwie będą pojawiać się dopiero wieczorem. Zauważyłam tylko zdenerwowanego szefa, który chodził cały czas w kółko drapiąc się po głowie.
- Proszę, pana coś się stało?- zapytałam kładąc rękę na jego ramieniu.
- O witaj Wiktoria- powiedział podając mi dłoń, abym ją uścisnęła i to zrobiła- Wiesz chodzi o to, że nasz barista musiał zrezygnować z pracy i nie mamy zastępstwa. Nie mam pojęcia co zrobić!- mówił zdenerwowany- Może znasz kogoś kto się na tym zna?- zapytał, a ja pomyślałam o Mike'u.
- Proszę dać mi chwilę- powiedziałam i podbiegłam do stojącego chłopaka.
- Szukasz może pracy?- zapytałam kołysząc się na stopach i uśmiechając cały czas, bardzo bym chciała, żebyśmy razem pracowali.
- No wiesz rozglądam sie, ale nie moge niczego znaleźć- odpowiedział, złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę szefa.- Przedstawiam  panu  nowego baristę, to Mike- powiedziałam  i wskazałam ręką na stojącego w szoku obok mnie chłopaka.
- A więc Mike potrafisz robic kawę?- zapytał go pan Rob.
- Niech się Pan nie zdziwi- zaśmiał sie i wszedł za ladę. Poruszał sie za ladą, jakby był tam wcześniej. Zrobienie Latte Macchiato, poszło mu bardzo szybko. Już po chwili postawił przed nami 2 filiżanki pysznej kawy z pięknymi rysunkami. Pan Rob,upił łyk kawy tak samo i ja, więc po chwili na mojej wardze pojawiły się białe wąsy od pianki z mleka.
- A więc Mike, szukasz pracy?- zapytał mój szef.
- Tak, od dawna.
- No to witamy na pokładzie- powiedział i podał w stronę Mike rękę.
                                                       ***
Już od godziny w knajpie jest dosyć spory ruch. Nie myślałam, że praca kelnerki, może być taka fajna. Właśnie podeszłam do nowego stolika, gdy mój wzrok spoczął na klientach, zamarłam na chwile. Zobaczyłam tam Harry'ego trzymającego za rękę Cloe. Potrząsnęłam głową, aby się otrzeźwić.
- W czym mogę pomóc?- zapytałam zobaczyłam zatroskany głos Harry'ego i zadowoloną z siebie Cloe.
- Poprosimy spaghetti i 2 kieliszki czerwonego wina- powiedziała ta wredna suka.
Napisałam zamówienie na karteczce i odeszłam, udałam sie do kuchni. Nie wierzę, że przyszedł specjalnie tutaj, on sie nie zmieni...
Otrzymałam zamówienie i niestety musiałam udać się znowu do niechcianego stolika. To co zobaczyłam strasznie mnie zabolało, mówił że mnie kocha, że jestem dla niego ważna...a tym czasem całuje się z tą wredną Cloe. Odstawiłam z lekkim hukiem, o mało nie wylewając wina wszystko na stół.
Moje oczy się zaszkliły, pobiegłam na zaplecze.
Usiadłam na podłodze opierając się o szafki. Nie mogłam wytrzymać, poczułam na swoich policzkach łzy. Po chwili znalazł się przy mnie Mike. Mocno mnie przytulił, co dobrze mi zrobiło.

Harry's POV:
Nie wierzę, że Cleo się na mnie rzuciła i pocałowała, akurat wtedy, kiedy szła do nas Wiktoria. Widziałem ten ból w jego oczach. Od razu pobiegłem za nią, jednak wyprzedził mnie Mike. Przystałem przy drzwiach i widziałem jak sie do siebie przytulają. Nie mogę uwierzyć, że robi mi to znowu.

Wiktoria POV:
Już od dłuższej chwili siedzę przytulona w Mike. Przy nim o dziwo czuje się bezpiecznie, ciepło, wiem że zawsze mogę  na niego  liczyć.
- Dziękuje ci Mike- powiedziałam na co odwróciłam się i spojrzeliśmy sobie w oczy, no nie znowu zatapiam sie w jego pięknych oczach.
- Masz chyba coś tutaj- powiedział Mike i wskazał na moją dolną wargę. Na co ja sie zaczerwieniłam. Od razu moja ręka powędrowała do góry chcąc dotknąc wargi, jednak powstrzymała mnie rękę Mike'a.
- Pozwól ja to zrobię- powiedział na co kiwnęłam głową. Juz po chwili nasze usta czule sie złączyły. Moje ciało przeszedł dreszcz pożądania. Jednak tą nawet piękną chwilę przerwał ktoś kogo bym sie nie spodziewała.
- Nie Mike nie wierzę, że robisz to znowu! Nie tym razem, nie tym razem....- powiedział o odszedł.


Autor: Payne *.*
Mam nadzieję, że się podoba. Następny rozdział będzie w czwartek, jeśli uzbiera się 15 komentarzy.
Piszcie co o tym myślicie.




niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 30

Szybko zepchnęłam chłopaka z siebie, powodując to, że upadł z hukiem na podłogę. Czy ja, właśnie chciałam uprawiać z nim seks? Boże, co ze mną nie tak? Z rozmyśleń wytrąciło mnie kolejne pukanie do drzwi. Chwyciłam z podłogi koszulkę, zakładając ją jak najszybciej na siebie. Mike wstał z podłogi, przypatrując się mi z pożądaniem w oczach. Zignorowałam to i podbiegłam do drzwi powoli je otwierając.
- Boże, Wiktoria!- w progu stała zmartwiona Rebeka- Martwiłam się o ciebie- przytuliła mnie mocno. Uśmiechnęłam się i odwzajemniłam uścisk- Gdzie, ty do jasnej cholery zniknęłaś?- zapytała odsuwając się ode mnie
- Emm- Tłumaczenie typu "Porwał mnie ćpun, który jest przystojny i sławny, z próbą zgwałcenia mnie, gdy ty świetnie się bawiłaś" nie było najlepszym prawda? Co, to za pytanie. Oczywiście, że nie.
- Byliśmy, już zmęczeni, więc postanowiliśmy wrócić- przy moim boku pojawił się Mike. Podziwiam go, że potrafi kłamać w żywe oczy,  ale to była słuszna sprawa.
- Ooo, mogliście powiedzieć- uśmiechnęła się lekko brunetka
- Przepraszam, to się nie powtórzy- powiedziałam z uśmiechem
- Dobra, ja lecę. Spotkamy się jutro w kawiarni przed szkołą- zapytała wychodząc z pomieszczenia
- Nie idę jutro do szkoły
- Ty leniuchu, ale usprawiedliwię cię- mrugnęła do mnie z cwaniackim uśmieszkiem- Dobranoc- posłała mi w powietrzu całusa i zniknęła za drzwiami. Westchnęłam a na moich barkach, poczułam ciepło.
- Wszytko ok?- chłopak wyszeptał mi do ucha.
- Mike, posłuchaj- odwróciłam się do niego- Możemy pogadać jutro? Jestem zmęczona i jeszcze nie do końca trzeźwa - zaśmiałam się, zaczesując kosmyk włosów za ucho.
- Yeah, to był ciężki wieczór- podrapał się po karku-  Dobranoc- nachylił się i złożył delikatny pocałunek na moim policzku, po czym szybko położył się na swoim łóżku. Poszłam w jego ślady kładąc się na moim posłaniu. Zamknęłam oczy, a w mojej głowie momentalnie odbijał się obraz Harry'ego, który oddala się ode mnie z jednym słowem "przepraszam". Muszę z nim porozmawiać, wyjaśnić tą sytuację. Muszę to zakończyć.

Harry POV:

Leżałem na łóżku, w jej dawny pokoju, u nas w mieszkaniu, oglądając zdjęcia, które robiłem jej, jak nie widziała. Uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem fotkę na, której spała. Ona jest niesamowita, ale oczywiście taki debil jak ja, musiał to wszystko zjebać.
- Stary, zamiast pastwić się nad tymi zdjęciami, idź spać i jutro się z nią umów- Nie słyszałem kiedy do pokoju wszedł Liam
- Nigdy na to nie pójdzie. Nienawidzi mnie- Przypomniały mi się jej słowa
- Warto spróbować- poklepał mnie po ramieniu, a ja usiadłem zajmując miejsce obok niego
- Skrzywdziłem ją Liam- spojrzałem na niego- Cholernie mocno
- Jak?- spytał.Nie mogę mu powiedzieć. On nie wie, że biorę narkotyki, przecież Liam jest największym przeciwnikiem tego świństwa jakiego znam. Moja sytuacja nie jest w najlepszym stanie- Powiesz jak będziesz gotowy- chłopak chyba wyczuł moje zdenerwowanie, za co mu dziękuję. Uśmiechnął się i kierował w stronę drzwi- Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze- uśmiechnął się i wyszedł zostawiając mnie z moimi myślami.

Wiktoria POV:

Zadzwonić? Czy nie? Może nie powinnam tego robić? Ale nie, muszę wziąć się w garść i zakończyć to raz na zawsze. To będzie dobre dla nas dwojga.
- I wtedy on, powiedział, że moje oczy w świetle księżyca, wyglądają jak diamenty- siedziałam z Sam w pokoju. Już od godziny słucham o jej randce z John'em. Dobrze, że nie musiałam opowiadać jej jak minął mi wieczór.
- Pasujecie do siebie- podsumowałam jej wypowiedź z uśmiechem na twarzy
- Koniecznie, musisz go poznać- zaśmiała się- No zadzwoń do niego- podała mi telefon w który cały czas wbijałam wzrok.
- Coś mi mówi, że to nie jest dobry pomysł- z wahaniem wzięłam urządzenie od blondynki.
- A ja myślę, że powinnaś spróbować-  puściłam mi oczko.
- Okey- westchnęłam, a kiedy już miałam wyszukać numer chłopaka, on do mnie zadzwonił.
- Odbierz- nakazała Sam
- Tak?- za chwilę telefon wylądował przy moim uchu, zaczynając rozmowę
- Wiktoria, z tej strony Harry- odezwał się
- Wiem, o co chodzi?- postanowiłam, że nasza rozmowa nabierze formalnego stylu.
- Chciałbym się spotkać i porozmawiać
- Spotkajmy się w pizzeri, za godzinę- rozłączyłam się. Szczerzę mówiąc, bezpieczniej będzie jeśli to ja będę ustalać miejsce spotkania.Popatrzyłam na Sam.
- Musimy cię uszykować- wstała pośpiesznie, i szybkim krokiem skierowała się do szafki z moimi ubraniami
- Nie będę się stroić- uprzedziłam ją
- Oj tam, oj tam- wyciągnęła czarne rurki, i białą zwiewną bluzkę z napisem "Music is my Boyfriend", które po chwili rzuciła we mnie- No co tak stoisz, ubieraj się- uniosła brwi w górę
- Już się robi szefowo- zaśmiałam się i pobiegłam do łazienki się przebrać

                                                                           ***
- Jak by co, to jestem cały czas w samochodzie!- Sam krzyknęła za mną z samochodu. Stałam właśnie przed pizzerią w, której za 5 dni będę pracować
- Okey, to ja idę- pomachałam jej i odeszłam  w stronę drzwi. Oby wszystko poszło dobrze, powtarzałam sobie w myśli. Kiedy weszłam do budynku, od razu zauważyłam Harry'ego, siedzącego przy stoliku z różą w dłoni.- Hej- powiedziałam, kiedy już stałam obok niego.
- Ooo hej- podniósł się z miejsca- to dla ciebie- podał mi kwiat
- Dzięki- szybkim ruchem odebrałam różę z jego dłoni, po czym usiadłam a on zajął miejsce na przeciw mnie.- Chciałeś rozmawiać- odezwałam się pierwsza.
- Yeah...- chłopak przeczesał włosy ręką, po czym spojrzał mi w oczy-... Przepraszam-spuścił wzrok- Za wszystko- nerwowo bawił się palcami.
- Rzuć to- moje serce zmiękło, kiedy jego szmaragdowe oczy spojrzały na mnie.
- Jak się o tym dowiedziałaś?- spytał ignorując mnie
-Mike, wszystko mi powiedział- przyznałam, a oczy Harry'ego nabrały ciemniejszego koloru, co zawsze oznaczało, że się wkurzył.
- Ten to zawsze wszystko wypapla- odwrócił wzrok.
- Poprosiłam go, żeby mi powiedział- broniłam chłopaka
-A on nie mógł się tobie oprzeć- zacisnął szczękę
- Opanuj się- powiedziałam ze spokojem w głosie-

Harry's POV:

- Wik, moglibyśmy...- westchnąłem-... zacząć od nowa?- Jej wyraz twarzy ukazywał, jakby toczyła wewnętrzną walkę, sumowała wszystkie "Za" i "Przeciw", w końcu na mnie spojrzała
- Jak myślisz? Mogłabym być z kimś, kto nie dosyć że ćpa, to jeszcze próbował mnie zgwałcić i kilkakrotnie mnie uderzył?- te słowa wbijają się we mnie jak noże
- Wiem, że to nie jest usprawiedliwienie ale... nie byłem sobą, to przez te narkotyki- ostatnie słowa wypowiedziałem niemal, że szeptem
- Masz rację, to żadne usprawiedliwienie- spojrzała na mnie- To nie wyjdzie Harry, nawet jak bym chciała- dodała ze smutkiem-Pochodzimy z dwóch różnych światów- westchnęła- Jesteśmy przeciwieństwami
- Ale przecież, przeciwieństwa się przyciągają- powiedziałem z nadzieją w głosie.

Wiktoria POV:

-Nie w naszej bajce- pod moimi powiekami nazbierały się łzy. Wstałam, a kiedy chciałam już iść, poczułam na mojej dłoni ciepło bijące od ręki bruneta.
- Kocham cię- wpatrywał się we mnie. W jego oczach był ten sam błysk, kiedy wyznał mi to na lotnisku
- Żegnaj Harry- odwróciłam się i odeszłam. Gdy opuściłam budynek, owiał mnie zimny wiatr, a po moich policzkach spłynęły łzy. Czemu ja płaczę? Czemu w ogóle przejmuję się tym wszystkim? Może dlatego, że go kochasz? podsumowała moja podświadomość, a ja doszłam do wniosku, że ma rację.Kocham go. Ale czy to ma sens? Ciągnięcie czegoś, co za pewne, nie ma żadnej przyszłości?
- Wiesz co?- usłyszałam za sobą głos bruneta, odwróciłam się w jego stronę- Możesz mnie po tym, kopnąć w jaja, tak jak ostatnio- zaśmiał się i zmierzał w moim kierunku- I znienawidzić jeszcze bardziej, ale muszę to zrobić- stał już przede mną i zanim zdążyłam coś powiedzieć Harry mnie pocałował. Nie był to pocałunek taki jak w tedy kiedy się na mnie rzucał, ale był czuły, delikatny i krótki. Chłopak odsunął ode mnie swoje wargi, opierając swoje czoło o moje.- Tak bardzo cię kocham- pogładził opuszkami palców mój policzek, na co moje ciało przeszedł dreszcz- A mówi się, że jeśli kogoś kochasz,pozwól mu odejść.- przerwał- Więc, pozwalam- pocałował mnie w czoło i ostatni raz spojrzał się na mnie i zniknął za budynkiem pizzeri.


Autor: Styles xx

Hej wam :* Jest niedziela i rozdział, a kolejny pojawi się we wtorek, jeśli będzie 15 komentarzy *-* Piszcie co sądzicie o tym rozdziale <3